“Weeds” See Blue and Smell Cheese and Die 2012 Polish

Posted by on July 20, 2012

movie image

Download subtitles of “Weeds” See Blue and Smell Cheese and Die 2012 Polish

/Poprzednio…
Chyba byłam złym człowiekiem.
– Nie chcę już taka być.
– To dobrze dla ciebie.
Nie, dobrze dla nas wszystkich.
Słyszałem o was.
Macie te federalne
plany emerytalne
powiązane z naszym
głównym funduszem.
Jeśli my pójdziemy na dno,
to wy też.
– Co robicie? – Pakujemy się.
– Wracamy do domu.
Do domu? Czemu?
Bo się schodzą.
Mówiła, że wracacie do domu?
Nie możesz odejść.
Dziewczynki też nie.
Nie będę dłużej akceptował
ciebie takiej, jaka jesteś.
Już nie masz mojego
jebanego przyrzeczenia!
/Nie studiuję.
Jestem w akademii policyjnej.
Jesteśmy przestępcami.
To rodzinne zajęcie.
– Co ty, kurwa, wyprawiasz?
– Chyba zostanę gliną.
Czerwone linie to ludzie,
którzy chcą cię zabić z zemsty.
Jak widać,
większość jest czerwona…
Jest mistrzynią
we wkurwianiu ludzi.
Myślisz, że wróci
i dokończy, co zaczął?
Nie wiem.
/Mam nadzieję.
/Daj mi szansę
/dopaść jebańca.
PROJECT HAVEN
PREZENTUJE
Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Weeds 8×03
See Blue and Smell Cheese and Die
Dzień dobry!
Pierwszy dzień
znów na suchym lądzie?
Pomóc ci czy sobie radzisz?
Radzę sobie, dzięki.
Jesteś na rolkach?
Trenuję drużynę bliźniaczek.
Ich stara trenerka
zostawiła rodzinę
dla tancerza ogniowego
z Florydy,
więc go zastępuję.
Stevie się bawi
łapką na muchy?
To mój pomysł.
Nie gra na komputerze…
już od 27 minut.
Dobra robota.
Cześć, Stevie.
Tam jedna siedzi.
Zwinęła mi portfel, zabij ją.
Shane ci to zostawił.
A ja kupiłam ci… to.
Skarpetki z ABS-em,
żebyś się nie ślizgała.
Tu jest napisane “mocne łapy”.
Musiałam złapać te dla psów.
Zwrócę je.
Mam na to 30 dni.
Teraz tu trzymamy rachunki.
– Moja praska do czosnku!
– Głodna?
Zrobić ci coś?
Jajko? Osso buco?
Zapomnij.
Wszystko ma smak lukrecji.
Nadal?
Wredne cuda mózgu.
No dobra, co jeszcze?
Uzdrowicielskie żarcie
masz w szufladach w lodówce.
W większości to borówki.
Wiedza z Sieci.
Zmieniłam kablówkę z “Rodzinnej”
na “Rodzinną plus optimum”,
tę z kanałem tenisowym.
Mamuś, nie ruszaj się.
Idź pograć.
Chyba dziś pooglądam telewizję,
może Wimbledon?
Dzięki, Jill.
Zrobiliście…
świetną robotę.
Super.
Poza tym mieszkamy z Andym
na poddaszu.
– W jednym pokoju. Oboje.
– Tak, właśnie.
– To nas…
– Izoluje.
Nance?
Słyszysz mnie?
Nance?
Mamo?
/Znalazłem go.
/Załatwię sprawę.
– Cholera.
/Nie bądź zła.
Chyba kulka się rusza.
Gdzie jest Shane?
Niestety na emeryturze
z waszego funduszu
nie stać by mnie było
na szczerbatą kurwę
na lunch.
O czym mówisz?
To zdrowy fundusz.
– Rozglądamy się po nowych rynkach.
– Za dużo gadasz.
Wasz fundusz to tonące gówno.
Udziałowcy mogą nie umieć
dodawać czy odejmować,
ale to jest KPW.
Nie spalicie mojego tosta
i nie wmówicie, że to Jezus!
Plan A…
Ty wylatujesz i on też.
Ale nie wniesiemy oskarżenia.
Jeśli przepiszesz fundusz na nas,
znajdziemy nowy zarząd
i sprzedamy 51% Chinom.
– Plan B? – Wszyscy pójdziemy na dno,
trzymając się za ręce.
– Jaką odprawę proponujesz?
– Zachowacie swoje fiuty.
Gdzie podpisać?
Poświęciłem
temu miejscu 18 lat!
Pierdolenie!
Tak, Whit.
To wszystko sraka.
Prawda, Melnick?
Przez całe życie
chciałem być grubą rybą.
Buffett,
Icahn… Wilson.
No i proszę,
jestem na szczycie piramidy.
Ale to, co miałem za finezyjną grę,
okazało się niekończącą się
ludzką stonogą, usta-odbyt,
z ludzi władzy i biznesu,
która wyssie ten kraj z powrotem
do epoki kamienia łupanego.
Wargi mi popękały.
Odbyt piecze.
Chcesz sprzedać nasze zwłoki
panu Charliemu Chanowi?
Proszę bardzo.
Wypadam z gry. Idziesz, Whit?
Stary, remontuję kuchnię.
“Whit Tillerman”.
– Chwileczkę!
– Nie, nie. W porządku.
Głowa do góry, Tillerman.
Dobrze jest popłakać
po ciężkim sraniu.
Co się właśnie stało?
Czy ty…
– Jestem na “kuroniówce”?
– Ni chuja.
Zaczekaj pół minuty
i weź swój płaszcz.
/Chyba znalazł w Sieci
/ten dokument
o dwóch surferach,
którzy się odcięli
i potem jebali pod wodą
w klatce otoczonej przez rekiny.
Pod tytułem… “Krwawe zjeby”.
Potem znalazł adres
w Pennsylvania Dutch Country.
Dzwoni.
Powiedz mi, o co chodzi.
Twój brat ściga strzelca.
Tego, który mnie postrzelił,
kimkolwiek on jest.
– Przynajmniej trenuje.
– Słucham?
Wstąpił do akademii policyjnej.
Dobra, przestańcie ukrywać
przede mną to,
o czym powinnam wiedzieć.
– Nie jestem kantalupą.
– Mówię o tym,
że zdobył nowe umiejętności.
Niby jakie?
Ma broń?
Tim Scottson.
To nie syn Petera?
Chyba żartujesz.
Wydrukuj ten adres.
Prowadzisz.
Do boju, wiedźmy!
Dobrze, drogie panie.
Przypominam…
Obserwujcie owal,
jajo, l’oeuf…
Po francusku “jajko” brzmi
jak “love”.
Zatem do dzieła.
Wyraźmy tego ducha.
Czyściutko.
Łokcie przy sobie.
– Jest tam wiele mam.
– No weź!
Poderżnijcie im gardła
i złamcie serce!
Praca zespołowa, kontakt wzrokowy,
dobra ocena sytuacji.
Chcemy krwi!
Dawać!
– Pijany jest?
– Tylko zagrzewa do walki.
– Jill.
– Scott.
Nie sądziłam, że tu będziesz.
Nie sądziłem, że będziesz się rżnąć
podczas naszego pojednania.
Poprzednia trenerka miała
drewnianą pięciocentówkę,
którą pocierałyśmy
na szczęście.
Ale odeszła w hańbie.
Dobra, do boju.
Dredziaro, oczekuję
od ciebie dowodzenia.
Wy dwie, Shay-la-vie.
Abrakadabra.
Osrałaś moje przyrzeczenie.
Fajne było.
Ale miałeś swoje Indie.
Andy to moje Indie.
Na pewno
był świetnym kochankiem.
Ale nie ukradnie mi dzieci.
/- Zawodnicy na pozycje.
– Sprawcie im ból! Do boju!
– Moja córeczka!
– Włosy mi się wplątały!
Następnym razem
wyjmę ci tampon!
– Trenerze!
– Kumam!
Siadasz, Dredziaro.
Jesteś za ostra.
Za ostra?
To była pieszczota.
Trenerze!
Nie możesz jej usadzić!
– Kto będzie blokować?
– Zła decyzja trenera!
– No weź!
– Siadasz na ławce.
Poprzednia trenerka
by ją przywróciła.
Dobra, cofam karę.
Dam ci jeszcze jedną szansę.
Tak, moja córeczka!
Nieźle!
Dredziara!
Dobra, dość tego.
Tim Scottson,
mały, rudy dureń.
Nawet nie było go
na mojej liście.
– Miałem Guillermo.
– Też go miałam.
Za chwilę knajpa.
– Piwko korzenne z kija.
– Nie zatrzymujemy się.
Tylko na 10 minut.
Twój brat za chwilę
zabije kogoś… innego.
Nie zabije go.
Jest na to za mądry.
Może będzie torturować.
Średniowieczne pierdy…
hiszpański osioł,
judaszowa kołyska.
Może ten dzieciak zasłużył
na 10 minut z Shane’em.
Postrzelił cię, kurwa.
Zła wiadomość, że przegraliśmy.
Dobra, że dla każdego
jest po pół pączka.
Trzeba było ją wpuścić.
– Teraz mamy poniżej 500.
– Żegnaj, finale.
Witaj, porażko.
To tylko zabawa.
Tam, skąd pochodzimy,
nie ma zabaw.
– Jesteście z Oakland.
– Z południa Oakland!
Piekło?
Może o nim słyszałeś?
Kto idzie do baru?
– Mam nowy służbowy wózek.
– Siedzę z przodu!
– Mamo, idziesz?
– Nie, wrócę z Andym.
Wy idźcie.
Urocze są.
Zabierzesz je następnym razem.
Naprawdę świetnie ci idzie
z dziewczynkami.
Poprzednia trenerka
robiła nam lody
z owoców z dużą ilością
witaminy C.
Twoja mama była
tą trenerką?
Pomóc wam w czymś czy…
Tak. Jesteśmy starymi
przyjaciółmi Tima.
Właśnie przejeżdżaliśmy tędy
w drodze do Gettysburga
i po prostu…
Tim w domu?
Timmy? Timothy?
Nie ma go,
ale powinien wkrótce być.
– Jestem Tula.
– Nancy. – Mike.
Chcecie wejść?
Może wrócić w każdej chwili.
Mam wodę.
/LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE
/MARSZ PRZECIWKO
/STO LAT DLA MNIE!
Co to za zapach?
Pieczesz ciasto?
Raczej nie.
Jak się poznaliście?
Uratował mnie
przed gwałtem w stodole,
gdy jeszcze robiono je
z drewna.
Widziałaś to?
Należało do taty Tima.
– Tim wcześnie go stracił.
– Przykro mi to słyszeć.
To może spaprać dzieciaka.
Właśnie, i tak nieźle wylądował.
Ale jego mama to psycholka.
Tim ma sporo par butów.
To nie buty, to jego króliki.
Były królikami, gdy żyły.
Mówiłam mu,
by nie trzymał ich w słońcu,
ale mnie nie słucha.
Jest ich 12.
Wszystkie mają na imię Peter.
Tylko ich nie miziajcie.
Nie lubi tego.
Wszystkie nazwał “Peter”?
No wiecie…
jak ten królik Peter.
Zaczekaj, proszę.
Muszę odpocząć.
Był tu ktoś dzisiaj?
Tak w ogóle?
Ktoś o imieniu Shane?
Nie. Nic mi o tym
nie wiadomo.
Ale wpadł jeden z nowych
znajomych Timothy’ego,
żeby iść z nim na polowanie.
Pożyczyłam mu strzelbę Tima.
To dziwne.
No jest to dziwne.
Strzelba Tima.
“Misja Moda”.
Trwa sezon na jelenie,
a obiecał mi żeberka.
Czyli nie znasz tego gościa,
który tu był?
Wyglądał jak inni znajomi Tima,
którzy nie są albinosami.
Trochę nieobecny,
cichy, z martwym wzrokiem,
godny zaufania.
Przepraszam, mówiliście,
że która jest godzina?
Dziwne, już powinien być w domu.
Nigdy się nie spóźnia.
Chyba powinniśmy się zbierać.
– To jak poznaliście Timothy’ego?
– Strzelił jej w głowę.
Silas!
Dwa miesiące temu
próbował ją zabić.
Chodź, mamo.
Nie wiem,
czy dłużej to zniosę.
A gdzie Tim pracuje?
Wybacz, że cię usadziłem,
że przegraliśmy.
Co to jest?
Moja mea culpa.
Kopia limitowanej edycji
Dziewczyny na Rolkach z filmu
“Kansas City bomber”.
Odwróć.
Jest podpisany.
“Droga Taylor,
podążaj za marzeniami,
bądź miła dla Andy’ego.
Nie próbuje zastąpić ci ojca.
Raquel Welch”.
O co chodzi?
Nie jestem Taylor.
Jestem Shayla.
To ta bez dredów.
Taylor jest w kuchni.
Obie dziś jesteście mroczne.
– Co porabiasz, numerze dwa?
– Piekę twoje buty.
Gdy przegrywamy,
buty ci przypiekamy.
Cholera! Shayla, gdzie matka
przełożyła rękawice?
Nie jestem Shayla.
Jestem Taylor.
To kto jest kim? Bo już nie wiem.
Która jest tą dobrą?
Niefajnie!
Mam osiem palców u nóg
i problem z obuwiem!
Masz tu masz 50 baksów.
Zabierz je do centrum,
do Claire’s.
Kup im kolczyki czy coś.
Po prostu kup ich miłość.
Jesteś Andy.
Dasz radę.
Dobra, wchodzę w to.
Małą czy… dużą?
Po prostu kanapkę.
Powinieneś zaproponować
promocje, Timmy.
– Mamy…
– Głośniej.
Nie wyjdziesz stąd,
póki nie zrobisz tego dobrze.
Dostanie pani
darmowy średni napój,
jeśli kupi pani
dwie małe pizze.
– Z jakim mięsem?
– Wszystko jedno.
Indyk.
I tak nie czuję smaku.
– Warzywa?
– Załaduj.
Tak nakładamy sałatę,
Scottson?
– Ser?
– Wszystko jedno.
Awokado?
Mów, że jest dodatkowo płatne.
Zamkniesz się?
Stara się.
– Życzy sobie pani awokado?
– Nie, kontynuuj.
– Sos łagodny czy ostry?
– Zaskocz mnie.
To będzie 4,95.
Wsiadaj do mojego wozu,
nim zadzwonię do twojej matki.
No weź, stary, powiedz.
Kolejny fundusz?
Inwestycje niepubliczne?
Otworzymy własną firmę?
Nie, to drobnica.
Myślisz jak mysz. Myśl jak król.
– Dzień dobry, panie Doug.
– Hola, Miguel.
Maria.
No to nie wiem, stary.
Poddaję się.
Ty pierwszy.
Naciśnij czerwoną lampkę.
/Witam.
/Dodzwoniłeś się do fundacji
/Douglasa S. Wilsona,
/501C3
/organizacja non profit.
Instytucja charytatywna?
Jak to?
Nie wiem,
ale tydzień temu Vehement
przelał na nią w chuj pieniędzy.
Ja pierdziu.
Datki?
Mój brat wziął twoją broń
i nie wiemy, gdzie jest.
A już kiedyś zabił.
Więc…
na twoim miejscu wolałbym
siedzieć poniżej linii okien.
Shane? Tu mama!
Możemy pogadać,
zanim zrobisz coś głupiego?
Obczaj to.
Dziwki to wariatki, co?
Powietrza…
– Dlaczego tu jesteś?
– Jestem kanapkowym artystą.
Jesteś 19-latkiem
z Agrestic w Kalifornii.
Powinieneś być w koledżu.
To jest Świrlandia.
A ty co tu robisz?
Powinnaś nie żyć.
– Albo przynajmniej być roślinką.
– Cóż, jestem chodzącym cudem.
I próbuję cię chronić.
Sam o siebie zadbam.
Tata nauczył mnie niezależności.
A nie, czekaj.
Skończył w odpływie.
Słyszałam o tym.
Mam nadzieję,
że kiedyś ktoś da ci róże.
Kichniesz
i kulka w twoim mózgu
przesunie się o 5 cm
w prawo,
i ujrzysz błękit,
poczujesz ser i umrzesz.
Twój ojciec był
skomplikowanym człowiekiem.
Był bohaterem.
Nawet go nie zabiłam.
To Ormianie i Heylia.
– Odrób pracę domową.
– Nawet nie powiesz, że ci przykro!
Co robisz?
Wysiadaj.
Nie, ta strzelba
ma ponad 2-kilometrowy zasięg.
No dobra…
Musisz naprawić swoje życie.
Lipa, że dorastałeś
bez ojca.
Ale to żadna wymówka,
by zachowywać się jak psychol.
Słyszysz, Shane?!
Zabicie mnie nie rozwiąże
twoich problemów.
Proszę!
Mam dziewczynę.
Powiedziałam jej o próbie zabójstwa.
Była wściekła.
– Może jej już tam nie być.
– Muszę do domu!
Teraz uważaj.
Nie mogę odpowiadać za kolejnego
popapranego dzieciaka.
Odblokuj drzwi,
proszę, otwórz.
Pochowaj króliki.
Zapakuj samochód.
Przestań dymać amiszkę.
Zostań dietetykiem, dobrze?
To są moje warunki.
Wtedy wrócisz do wozu
i pogadamy, jak to naprawić.
– Pożyczysz mi kasę na paliwo?
– Jeśli mnie przytulisz.
– Suka.
– No cóż…
– Co robisz, do chuja?
– Co, do chuja, on tu robi?
– Miałeś je zabrać na zakupy!
– Chuj z zakupami!
– Co masz na nogach?
– Psie skarpetki.
Antypoślizgowe skarpety dla psów.
– Dlaczego?
– Miałam je zwrócić!
Nie będzie widać…
zaraz go przyszyję.
– Co robisz mojemu dziecku?
– Proszę cię, to ona zaczęła.
Nie obcinaj włosów moim dzieciom.
To jej włosy.
Skąd ta wrogość?
Niczego się w Indiach
nie nauczyłeś?
Tato, rozwal mu ryj!
– Tak! Chcemy krwi!
– Wcale nie!
Daj spokój.
Nie powalczy.
L’oeuf. Jajo.
Francuskie jajo.
Tato, dłoń w pięść!
Nie wiesz, jak walić?
– Andy, walnij go w twarz!
– Nie w twarz!
– Zjeb!
– Nie klepcie się!
– Tato, masz piach w cipie?
– Tylko nie “cipie”!
– Co robicie?!
– Nie rzucaj!
Nienawidzimy was obu!
– Dziewczynki, staram się.
– Wy niewdzięczne gówniary!
– Przyznaję.
– Ten nowy wóz był dla mnie?
– Podrobiłem podpis.
– Pomyliłem się!
Myślicie,
że rozstaliśmy się przez was?
– I macie rację.
– To Raquel Welch.
– No co wy?
– Rozwód nie daje wam wolnej ręki,
– by się malować i stracić dziewictwo.
– Kim dla niej jestem?
– Przecież mi nie odpisze.
– Z kolorowymi!
I cieszę się,
że odciął ten szczurzy ogon!
Właśnie wróciłem z Mumbaju,
a tam małe dziewczynki
handlują swoimi włosami
i srają do rzeki!
– Czy ty się słyszysz?
– Nie, ale wiesz co?
Mam jeszcze dużo
do powiedzenia!
Myślicie, że chcieliśmy
mieć bliźnięta?
Chcieliśmy mieć jedno dziecko!
Wiecie, co powiedziałem,
gdy zobaczyłem USG?
“Walić to, usuńmy
i kupmy łódź”.
Boże! Mówię okropne rzeczy.
Nie jestem sobą.
Bliźniaczki, przepraszam.
Wracam do Kalkuty,
by uciec od tego gówna.
Mój prawnik się odezwie, Jill.
Wrócę na jesieni.
Tymczasem, dziewczynki,
słuchajcie się Andy’ego.
Idźcie do swojego pokoju.
Zostawiła nas,
Peterze, Peterze…
Nie ma za co.
Tim, pakuj, co potrzebujesz,
i jedź prosto do Kalifornii.
– Żadnych przystanków.
– Ten postrzał bolał?
– Nie pamiętam do końca, skarbie.
– Próbuję się tylko przygotować.
Mają teraz dobrych lekarzy,
idziemy.
Do łazienki!
Super, zabrała
szczoteczkę do zębów.
– Gdzie on jest?
– Shane.
Jezu, co za rudera,
moja chawira to Tadż Mahal.
Panie Scottson,
mamy nakaz.
Stan Connecticut
aresztuje pana
za próbę zabójstwa
Nancy Botwin.
To sierżant Jensen,
funkcjonariusz aresztujący,
i Thurgood Notgood
z miejscowych władz.
On tego nie zrobił.
Ma alibi.
Zapytajcie jego dziewczyny.
Piekł dla niej ciasto.
Mamy broń i łuski.
I co jeszcze?
“Dywan pasował do zasłon”.
Znaleźliście mój włos łonowy?
Nie wnoszę zarzutów.
Od nieumyślnego zabójstwa wzwyż
sprawy idą do prokuratury.
– To nie twoja decyzja.
– Proszę się przesunąć.
W porządku.
Proszę, psze pani.
Masz prawo zachować milczenie
i prawo do adwokata.
Wszystko, co powiesz, może być
użyte przeciwko tobie.
Te dzieciaki
zrobią jeden błąd
i ciągnie się on za nimi
przez całe życie.
Jeśli nie stać cię na prawnika,
dostaniesz z urzędu.

Get Adobe Flash player

Comments are closed.