Blitz 2011 Polish

movie image

Download subtitles of Blitz 2011 Polish

Czołem, panowie.
– Spierdalaj, dziadzie.
– Wypad, cieciu, albo cię zapitolę.
Dawaj jebany portfel, cipo.
Ten kij, panowie, to hurley,
używany do irlandzkiej gry w hurling…
będącej połączeniem
hokeja i mordobicia.
A może wytnę ci
moje imię na mordzie?
– Chwila.
– Zapierdol go!
To nóż do wykładzin?
Jezu, szukałem takiego od tygodni,
ta wykładzina ciągle się zwija.
Mała porada, dziewczynki.
Jeśli wybieracie niewłaściwą walkę,
to miejcie chociaż właściwą broń.
/Niewinni nastolatkowie zaatakowani
/przez szaleńca z hurleyem
/Policja powiązana
/z napaścią
/Komisariat Southast
/w Londynie pod medialnym ostrzałem
Sierżancie, usłyszmy ponownie
o pańskich skłonnościach do przemocy.
Proszę to zgasić.
Bo co zrobisz?
Zaaresztujesz mnie?
Chyba nie zdaje sobie pan sprawy
z powagi pańskiej sytuacji.
Ładny długopis.
– Sierżancie?
– Ładny długopis.
– Wiele o tobie mówi.
– Czyżby? Proszę mnie oświecić.
Lubisz trzymać między palcami
twarde, przypominające penisa przedmioty.
Sierżancie Brant,
w ciągu ostatniego roku
oskarżono pana o założenie podsłuchu
w biurze komisarza,
pobicie przestępcy do nieprzytomności
w klubie bilardowym,
a w zeszłym tygodniu o pobicie
trzech niewinnych młodzieńców
za pomocą kija hokejowego.
Mam wymieniać dalej?
Mój raport zadecyduje
o pana przyszłości w policji.
Sierżancie Brant,
proszę usiąść.
Rzecz w tym, doktorku…
to jedyna praca dla mnie
i gdybym z niej wyleciał,
to z pewnością
zrobiłbym coś lekkomyślnego.
Masz chwilę?
O co chodzi?
Sama nie wiem.
Myślałam, że dwa lata pod przykrywką
w Narkotykowym pomogą mi, ale…
sama nie wiem.
Może moja przeszłość
dała o sobie znać albo…
– Oblałam egzamin na sierżanta.
– Nikt nie zdaje za pierwszym razem.
Też nie zdałeś?
Odwyk trwa dopiero parę miechów.
Poczekaj jeszcze.
Falls, idź do kantyny spróbować
tych szczochów zwanych herbatą.
/LEWA RĘKA SPRAWIEDLIWOŚCI
Chyba nie wierzy pan
tym szmatławcom.
Nie tego nam teraz potrzeba.
Wiesz, że nie stać nas
na kolejną krytykę w mediach.
Proszę wyobrazić sobie,
że idzie pan ulicą
i spotyka pan trzech gości
z nożami do tapet.
To nie ekipa remontowa.
Chcą pański portfel.
Albo ten złoty zegarek za największą
ilość aresztowań w całej dzielnicy.
Jeden z buraków zaproponuje nawet
wyrycie swojego imienia na pana twarzy.
Martwi się pan wtedy o walkę
czy o wizerunek w mediach?
Po prostu nie wychylaj się,
dopóki ten syf nie ucichnie.
Interes kwitnie.
Trzymaj, Daniel.
– Nie wiem, jak to przetrwam.
– Wszystko szybko się ułoży.
– Powinienem iść na pogrzeb?
– Nie.
Zrób jak zawsze.
Parę głębszych i będzie szczęśliwa.
Jesteśmy gotowi,
inspektorze Roberts.
Kto kupił kwiaty?
Straganiarz ze Streatham
był mi winny przysługę.
Specjalizuje się w tym.
Już czas.
Jakieś ostatnie słowa?
Będziemy tęsknić, kochana.
Róg Coats i Hammond,
jak najszybciej.
Nawalmy się.
– Gdzie Fiona?
– Co?
Urna, Brant.
Gdzie ona jest, do kurwy?
Ktoś musiał ją zwędzić.
Któryś z tamtych.
Sięgnął po nią i ją skroił.
Potrzebny nam detektyw.
Pierdol się, psie.
/Brant, jesteś tam?
– Czego?
/- Jesteś potrzebny w Smithfield.
/Martwy policjant.
/Potrzebujemy wszystkich.
/Tylko nie gadaj
/z żadnymi jebanymi reporterami.
/Daję ci zajęcie, Brant!
/- To Sandra Bates…
– Niemożliwe.
/Napastnik jest
/uzbrojony i niebezpieczny.
– Niezła kiecka.
– Wyglądasz chujowo.
Pocieszałem inspektora.
Zmarła mu żona.
Słyszałam.
Znałam Sandrę, chodziłyśmy razem
do akademii policyjnej.
– Mamy coś?
– Tak, świadka.
Czemu nic o tym nie wiem?
Próbowałem to panu powiedzieć
od pół godziny.
Przesłuchaj go.
/Ofiarą jest 26-letnia Sandra Bates,
/mieszkająca w Camberwell.
/Była chlubą swojego posterunku.
/Została postrzelona
/z bliskiej odległości i zmarła na miejscu.
– Tony, tak?
– Anthony. A ty jesteś Brant?
– Znasz mnie?
– A kto nie po tej bilardowej akcji?
Kiedy ten psychol
rzucił się z łomem na ludzi?
Zbiłeś kolesia na kwaśne jabłko.
Dla mnie jesteś legendą.
Miło mi.
Nazywają się jakoś?
– To David, a to Victoria.
– David i pieprzona Victoria?
– Widomka, kurwa.
– Więc opisz mi go ponownie.
– Nie będziesz nic notował?
– Wyglądam na takiego, co ma ołówek?
Dzień dobry.
Porter Nash.
Komisarz Brown powiedział mi,
że to pan załatwia szafki.
/PORTER NASH SSIE PAŁĘ
Z powodu niedawnej śmierci żony
główny inspektor Roberts
przedłużył swój urlop.
Awansuję zatem sierżanta Portera Nasha
na pełniącego obowiązki inspektora
oraz tymczasowego szefa
wydziału śledczego.
Nie powinniśmy awansować
jednego z nas?
Nie teraz, panowie.
Dobrze wiecie, że media patrzą.
Sierżant Nash przybywa
z uznanego wydziału zachodniego
i w moim przeświadczeniu
zaszczepi tu profesjonalizm,
którego tak bardzo
brakuje nam w Southeast.
Wpadam na chwilę.
Wyglądasz gównianie.
– Ściągnij kaptur.
– Mam kłopoty.
– Masz jakieś piwo?
– Wiesz, że nie.
Usiądź.
Powiedz, co się stało.
Wraz z Mackym i Bowesem
skroiliśmy kogoś.
Szukaliście guza?
Chyba kogoś zabiliśmy.
Jakiegoś arabusa.
To znaczy Hindusa.
Nie ruszał się.
– Sprawdzę to.
– Dziękuję.
Zamknij się, bo nie skończyłam.
Jeżeli nie żyje, radź sobie sam.
Sama cię wtedy przymknę.
A teraz wracaj do domu
i zaczekaj, aż się odezwę.
Czas, żebyś zdecydował, John.
Jeśli on przeżyje,
to albo odejdziesz z tego gangu,
albo masz się tu nie pokazywać, jasne?
– Tak.
– Co tak?
Tak, proszę pani.
Brant, możemy pogadać?
Chcę tylko zamienić słówko.
– W czym mogę ci pomóc?
– Potrzebuję przysługi.
Mój znajomy ma kłopoty.
Muszę go z nich wyciągnąć.
– Ktoś, kogo pukasz?
– Co? Nie, nie o to chodzi.
To dzieciak.
Znam dość dobrze pewnego inspektora.
Pilnowaliśmy wspólnie informatora.
– Pomoże.
– Jak się nazywa?
Craig Stokes.
– Dziękuję.
– Teraz ty wisisz mi przysługę.
Harold Dunlop.
/Czytałem twoje artykuły.
/Wiem coś o zabójstwach policjantów.
Zaczekaj.
– Dobra, wal.
– Gdzie twoje jebane maniery.
Ja oferuję informacje,
a ty się nawet nie przywitasz.
– Miło mi pana poznać. Może być?
/- Wyczuwam w tym sarkazm.
Może wezmę się za dziennikarzy,
kiedy skończę już z glinami.
Posłuchaj, kolego.
Chyba źle zaczęliśmy.
Spróbujmy ponownie.
Jak się nazywasz?
– Chyba nie nadasz się do zadania.
/- Jakiego zadania?
Informowania o zabójstwach policjantów
z własnego źródła?
Jak stoisz w hierarchii?
Masz jakąś siłę przebicia?
/- Piszę w wydziale kryminalnym.
– Mogę uczynić cię sławnym.
– Czołem, pałkarzu! Pamiętasz mnie?
– Co?
– Słucham.
– Słucham?
Mówi się “słucham”.
– Mógłbyś chociaż umieć się wysławiać.
– Spadaj, koleżko.
Mam pytanko.
Co, jeśli nazwałbym cię cipą?
– Wolisz liczbę siedem czy osiem?
– Osiem.
– Zatem ośmiu.
– Co ośmiu?
Jeszcze ośmiu gliniarzy
do zabicia. Narazicho.
/ZASTRZELONY POLICJANT
Herbatka i ciastko.
– Jesteś tak brutalny, jak mówią?
– A ty taką panienką, jak niesie fama?
Jeśli jest jakiś problem,
to muszę o nim wiedzieć.
No to jest sobie jeden.
Jakiś zjeb zabija policjantów.
I dopiero zaczął.
– Chodziło mi o nas.
– Wiem.
Nie ma problemu, dopóki nie zaczniesz
wchodzić za mną do toalet.
Więc nie będę przewodniczącym klasy.
Też mi, kurwa, coś.
Mniej papierkowej roboty.
– Nic nie mamy.
– Porównajcie pociski.
Nie zamykaj jeszcze
tego tropu.
Przeskakuj w prawo
i użyj pierdolonej lewej.
No ja pierdolę,
tylko nie znowu ty.
– Nie odejdę bez sprawcy.
– Prawa wyżej! Lewa jest za wysoko!
To nie on.
Tak, to ważne.
– Wyciągnąć więcej podejrzanych?
– Tak, świetny pomysł.
Broń to 9mm półautomatyczny pistolet.
SIG albo Glock.
Dam to do badania.
– Nie?
– Nie wiem, do chuja!
Chcę nazwisko każdego śmiecia,
któremu w ciągu ostatnich miesięcy
sprzedałeś
9mm półautomatyczny pistolet.
Zawsze widać tylko plecy.
Wie, gdzie są kamery.
Nie każ mi wracać
po kolejne pierdoły.
Dam znać, jak będę coś miał.
Chcę nazwisko, adres
i jebany kod pocztowy.
Sierżancie, proszę spojrzeć.
Nie mamy nagrania
z zabójstwa drugiego policjanta.
Musi być tego więcej.
Szukajcie dalej.
Wiesz, o co mi chodzi,
więc gadaj.
Najpierw chcę zapłatę.
– To znaczy?
– Mówię poważnie.
– Chcę poważne pieniądze.
– Poważne pieniądze?
– Coś jak wypłatę?
– No.
Chudzina z ciebie, co?
A mózg mniejszy niż u kurczaka, co?
Wątpię, żebyś miał w sobie
choć kroplę irlandzkiej krwi, Radnor.
A ze mnie jest dzikus i Celt.
Przez co jestem nieprzewidywalny.
Wiesz, że to Irlandczycy
obmyślili chwyt za rzepkę?
Cholernie przykra sprawa.
Poskładają cię jak mogą,
ale już zawsze będziesz kulał.
Co ty na to?
Kulawy Radnor.
Jak to się ma do twojej emerytki?
Poprosimy brandy, Paul.
I dużą szkocką.
Oto, jak będzie.
Walniemy sobie drinka
i w mig ochłoniemy.
No dalej, Rad.
Zapłać dobrodziejowi.
Nie pijam brandy.
Zatrzymaj resztę.
No to mów.
Taki jeden chodzi do Peacock Gym.
Podpalił kiedyś policyjnego psa.
Wrzucił to na YouTube’a.
Zapytano go, czemu to zrobił.
Powiedział, że ćwiczył.
– I to wszystko?
– To świr, mówię poważnie.
Gdybyśmy brali każdego, kto tak mówi,
podejrzani sięgaliby nam po dupy.
– Jak się nazywa?
– No nie wiem.
Ale spotykam się potem z kimś,
kto się tego dowie.
Nie wysilaj się.
Pogadam z szefem siłowni.
Ale…
nie dostanę nic?
Zostawiłem ci resztę chipsów,
ty chciwy łajdaku.
Co jeszcze byś chciał?
Ja pierdolę.
Jaja sobie robisz?
Mogę poprosić o resztę?
Kurwa, nie mogę chodzić.
/Jesteś tak brutalny, jak mówią?
Witam.
Przeszkadzam?
Nie, właśnie jadłem.
Nie przeszkadzaj sobie.
Kuchnia teksańska, tak?
Chryste, a to co?
Żarcie od Hare Krishna?
Wciąłbyś trochę mięcha.
Jakiś konkretny stek.
Krew lepiej by ci krążyła.
Ludzie mają jakieś słowo
na ten skromny wygląd.
– Jestem minimalistą.
– Chodziło mi raczej o “wstydniś”.
– Mogę się czegoś napić?
– Poczęstuj się.
Jezu, nic dziwnego,
że nic tylko siedzisz na chacie.
– Czego ci polać?
– Mam już wodę, dzięki.
– Co cię tu sprowadza?
– Potrzebuję rady.
Słuchaj, mam w dupie,
czy jesteś pedałem.
Pierdoli mnie to, co robią ludzie,
o ile nie obnoszą się z tym.
Szanuję cię,
a takich osób jest mało.
W czym problem?
Zaczynam wariować.
W jakim sensie?
Mdleję.
Rzadko, ale jednak mnie to martwi.
Nie chce mi się jeść
ani z nikim gadać.
Samo wstanie z łóżka
jest konkretnym wysiłkiem.
Łapię się na tym,
że gapię się w ścianę.
Nic nie robię.
Absolutnie nic.
– To wypalenie.
– Co?
Mózg ci się topi.
Parę dni bezczynności
i wrócisz do gry.
– Jesteś tego dość pewny.
– Sam to przeżyłem.
– Ty?
– Tak, ledwo co obsługiwałem mikrofalę.
Byłem w istnej dupie.
W Holland Park grasował pedofil.
Zwabiał dzieci do samochodu.
Wiedzieliśmy o nim,
ale nie mogliśmy go przyłapać.
Dzieci były zbyt skrzywdzone,
by go zidentyfikować.
Był agentem, działał w showbiznesie.
Miał potężne znajomości.
Ludzie porównywali go do mnie,
ponieważ byłem gejem.
Walili konia do gumek
i zostawiali je w mojej szafce,
rysowali samochód,
wsypywali cukier do baku.
Normalny szajs.
Pracowałem pod straszną presją.
Valium, wódka do śniadania,
dwie paczki fajek dziennie.
Pomyślałem sobie: “A jebać to”.
Wezmę sprawy w swoje ręce.
Włamałem się do pedofila
o czwartej nad ranem
i tak długo naparzałem mu
bejsbolem w jaja,
aż prawie wypadły.
Wziąłęm potem urlop.
Czułem się wypalony.
Wróciłem tu, zaciągnąłem zasłony,
odłączyłem telefon i ukryłem się.
Spodziewałem się, że mnie wywalą,
ale dostałem tylko przeniesienie.
Co za fiut.
Dzień dobry.
Zjesz śniadanie?
Kawa, dwie łyżeczki cukru.
Puknąłeś mnie?
Wstrzymałem się.
– Wiemy, kogo szukamy?
– Psychola. Gwiżdże podczas roboty.
Byłem wczoraj w Peacock Gym.
Mam nazwisko kolesia z Nunhead.
– Warto go odwiedzić.
– Jechać z tobą?
Pewnie. Do zobaczenia
na miejscu za pół godziny.
Mówiłem poważnie,
że dobry z ciebie glina.
Dziękuję.
Jak na pedzia.
– Zastąpiłeś mnie.
– Jesteś na urlopie żałobnym.
– Wróciłem.
– Utrata żony to ciężkie przeżycie.
– Stracił pan żonę?
– Cóż, nie…
– Co pan sądzi o wczesnej emeryturze?
– Tęsknilibyśmy za panem.
Wie pan,
kto jeszcze by tęsknił?
Olga, ważąca 100 kilogramów
dziewczyna na telefon,
którą odwiedza pan w środy.
Żona myśli, że gra pan w squasha.
Na swój sposób pan to robi.
Nie potrzebne mi
fanfary ani nowe biuro.
– Chcę wrócić do pracy.
– To na co czekasz?
Spierdalaj już, Roberts.
Złap jakichś przestępców.
Kurwa.
Policja, otwierać!
– Barry Weiss?
– To ja.
– Możemy wejść?
– A macie nakaz?
Jest w skrzynce.
Podać coś panom?
Może po filiżance herbaty?
Znam cię.
Gdybyśmy się spotkali,
na pewno bym zapamiętał.
Wiesz, co to jest?
Gówno Michaela Jacksona.
Jest bezcenne.
Kupiłem je na eBayu.
Czego szukacie?
Może jakoś wam pomogę.
– Czym się pan zajmuje?
– W tej chwili nie pracuję.
Lubisz podpalać psy, co?
– Widziałem twój filmik.
– Na YouTubie, nie?
Ponad 9 tysięcy wyświetleń,
zanim go zdjęli.
Ja go zamieściłem,
ale nie miałem z tym nic wspólnego.
To był żart.
Kocham zwierzęta.
A co z policją.
Ją też lubisz?
Dzięki Bogu
za policjantów.
Teraz cię pamiętam, Barry.
To ty byłeś tym gnojem
z klubu bilardowego.
Widzę, że wróciłeś na prostą.
Spadamy, Nash.
O co chodziło?
Wpadłem na niego rok temu.
Chyba posłałem go do szpitala.
– Liberalna dzielnica.
– Taka taktyka jest skuteczna.
Miejmy go na oku.
Jeszcze zobaczycie.
Jeszcze zobaczycie.
Na co się lampisz,
pierdolony zboku?
Kurwa!
Weiss. Nieźle.
“B. Weiss, P-23.
Weymouth Parking”.
Ty mały draniu.
– Kto tam?
/- Jestem od telewizji.
/Przyszedłem
/sprawdzić modem.
– Dopiero co zapłaciłem rachunek.
– To zabawne.
– Bo to ty nim jesteś.
– Nie kojarzę ciebie…
/Pytanie drugie.
/Który szkocki komik…
/A. Jack Milroy, B. Andy Stewart
/czy C. Sir Harry Lauder?
No dalej, debilu.
To B.
Super.
/Pożar w Cerinem Point.
/Na 16 piętrze znajdziesz
/trzeciego gliniarza.
/- Użyłem nowej metody.
– Nowej metody?
– Możesz powiedzieć jaśniej?
/- Zapierdoliłem go młotkiem.
/Wystarczająco jasno?
/Zapierdoliłem go młotkiem.
/Wystarczająco jasno?
Cholera.
– Zapomniałbym. Mam ksywę.
– Ksywę?
/Przestań po mnie powtarzać.
/Zaczyna mnie to wkurwiać.
– Przepraszam.
– “Blitz”, od “Blitzkrieg”.
– Słyszałeś?
– Tak, brzmi dobrze.
O w chuj.
Musi pan to zobaczyć.
To wydanie wieczorne.
/KOLEJNA OFIARA BLITZA
Dranie!
– Gdzieś ty był?
– Nie mogę powiedzieć.
– Jak to nie możesz?
– Nie mogę rzec?
– Teraz poprawnie?
– Wiesz, że zabito kolejnego policjanta?
– Głównego inspektora Robertsa.
– Co?
Zabija ludzi
z tego posterunku.
Zabił Robertsa młotkiem
i podpalił mieszkanie.
Dogadał się z jebanym pismakiem, Dunlopem.
Podał mu wszystkie szczegóły.
– Donlopem?
– Tak, Harold Dunlop.
Wysłałem ludzi,
by założyli mu podsłuch.
– Znasz go?
– Tak.
Nazywam się Harold Dunlop
i piszę dla “The Post”!
– O co mu chodziło?
– Przecież mówiłem, że go znam.
Dupek opublikował kiedyś
moje zdjęcie.
– Halo? Tu Dunlop.
/- Harold Dunlop?
– Tak.
/- Ten reporter?
– Przyniesiesz mi latte?
– Tak, kto mówi?
/Panie Dunlop,
/chciałby pan dorwać Blitza?
– Bardzo.
/- To wszystko?
Może nie wyraziłem się jasno.
Znam nazwisko zabójcy gliniarzy.
Chyba musi się pan
/lepiej postarać.
Doprowadzenie do jego schwytania
byłoby zaszczytem.
Niech pan pomyśli,
ile może pan zapłacić.
/Chyba nie myślał pan,
/że przykładny ze mnie obywatel?
– Ile chcesz?
– 50 tysięcy w gotówce.
Dostanie pan nazwisko Blitza
/i kilka dodatków.
– Co masz na myśli, mówiąc “dodatków”?
– Rzeczy dodawane za darmo.
Dowie się pan,
kiedy dostanę moje 50 kawałków.
Jestem mistrzem
pierdolonego świata.
Ogień zniszczył praktycznie
wszystko wokół ciała.
Znaleźliśmy je w łazience.
Aż tak bardzo nie spłonęła.
– Ogień spalił DNA i odciski?
– Obawiam się, że tak.
– Peacock Gym.
– Na to wygląda.
Tu Brant, sprawdź, czy Robert
chodził kiedykolwiek do Peacock Gym.
Co tu robisz?
Miałeś czekać, aż się odezwę.
– Nie odezwałaś się.
– Bo właśnie to załatwiam.
A przynajmniej staram się.
Wracaj do domu.
– Detektyw Stokes?
– A ty to pewnie Falls.
– Czego się napijesz?
– Herbaty, proszę pana.
Mów mi Craig.
– Dwa razy herbata i tost!
– Już się robi.
Mamy dwóch dzieciaków
zamieszanych w napad na pana Azziza.
– Czy on…
– Nie żyje? Cudem przeżył.
Zobaczmy…
John Wells,
znany jako Metal.
– O niego chodzi?
– Tak.
– Jest kapusiem?
– No tak…
Staram się go ochronić.
Dziękuję.
Jest totalnym gnojem.
Zbirem.
Tak naprawdę to tylko
przestraszony chłopiec.
– Możesz coś zdziałać?
– Wszystko można ukryć.
Zrobisz to?
Umówmy się
na drinka wieczorem.
To wszystko?
Robert nigdy nie chodził
do Peacock Gym.
Jasne.
– Masz chwilkę?
– Tak.
– Znasz się na tym?
– Brant, jesteś dinozaurem.
Dziwię się, że radzisz sobie
z mikrofalówką w domu.
To dobre dla kobiet.
Tak samo pisanie na klawiaturze.
– Więc czego szukasz?
– Barry Weiss, Balfron Towers.
Wyrzucony z Peacock Gym.
Nie unikał kłopotów.
Ma zaliczonych więcej aresztowań
niż ty policjantek.
– Wiesz, że taki nie jestem.
– Jasne.
Same drobnostki.
Jak myślisz?
Nic poważnego.
Póki co.
– Ma pan moje pieniądze?
– Musiałem skorzystać z paru kontaktów.
/Spotkajmy się na parkingu
/na końcu Weymouth Street.
Stań tutaj.
Właśnie tak.
Jezu.
To te dodatki.
Trofea, jeśli tak się mówi.
– Wiesz, do kogo należą?
– Tak.
Pokazałem, co mam,
pora na ciebie.
No dobra.
– Co?
– Nie ma tam 50 kawałków.
– Oczywiście, że jest.
– Niemożliwe.
Kiedy ostatnio widziałeś tyle kasy?
Jeśli mi nie ufasz, to przelicz.
– To jakieś 500 funtów.
– To dalej.
– Przeliczę co do szylinga.
– Dobrze. Kup sobie nowe ciuszki.
Pięćdziesiąt, pięćdziesiąt…
Jesteś jebanym Einsteinem.
– Nie powiedziałem, jak się nazywasz.
– Spokojnie, nic ci nie zrobię.
Zabijam tylko gliny,
już zapomniałeś?
Jak mnie znalazłeś?
Zdobyłem twój adres z Peacock Gym,
a potem grzebałem w twoich śmieciach.
– Znalazłem rachunek z parkingu.
– Imponujące.
Jeszcze nic im nie powiedziałem.
– Nie zdradziłem twojego nazwiska.
– Będziesz musiał mi pomóc.
Nie zdążyłem
powiedzieć nazwiska.
– Czas ucieka.
– Nie zdążyłem powiedzieć nazwiska.
– Podwójną irlandzką.
– Nie da rady, kolego. Zamknięte.
Powiem to tylko raz.
Nie jestem twoim kolegą.
Kiedy proszę o drinka,
ty pytasz “Z lodem, proszę pana?”.
Zacznijmy od początku.
Podwójną irlandzką.
Z lodem, proszę pana?
Nie bądź śmieszny.
Na co komu lód?
Pięć funtów.
Sam powiedziałeś,
że już zamknięte.
Poszedł do łazienki, a kiedy nie wracał,
pomyślałem, że wpadł w tarapaty.
– Faktycznie “wpadł”.
– Co było dalej?
– Poszedłem tam i go znalazłem.
– Ale jakoś nie wybiegłeś z krzykiem.
Barman mówi, że byłeś tam
z nim przez 10 minut.
Poznaliście się
na koncercie George’a Michaela?
– Szukałem pieniędzy.
– Pieniędzy?
Pieniędzy gazety.
Płaciliśmy mu za wyłączność.
Ja pierdolę.
Muszę panu przypominać,
że giną ludzie?
Ludzie, którzy mają
rodziny, dzieci.
Zapomniałem o samochodzie.
Nie uwierzycie, co w nim jest.
– Gdzie on jest?
– Parking na Weymouth Street.
Czarny jaguar,
miejsce nr 23.
– Dostanę ochronę policyjną?
– Jasne.
Nie ruszymy się
od ciebie nawet na krok.
Mógł załatwić jego.
I co teraz?
Śledztwo w sprawie morderstwa.
Chce nagrania z całego miesiąca.
– Są pełne.
– Jak to?
Nie nagrały nic od sześciu tygodni.
Zabrakło pamięci.
– Naprawią to w poniedziałek.
– Nie do wiary.
Ale kamery są włączone.
Działanie psychologiczne.
Masz to w dupie, prawda?
To godne pogardy.
Tak samo twoje żarcie.
– Cudownie wyglądasz.
– Dzięki.
Mogę wziąć twój płaszcz?
Usiądź.
– Coś ucichłaś.
– Lubię słuchać innych.
/ZATRZYMANY PRZEZ:
/SANDRA BATES
– Wszystko w porządku?
– Musi być łatwiejszy sposób.
Ja pierdolę, Brant.
Jakie to uczucie
potrzebować kobiety
nie tylko do gotowania,
sprzątania i pieprzenia?
Sprawdziłem funkcjonariuszy,
którzy aresztowali Weissa.
Pierwszym była
Sandra Bates.
Żartujesz.
Świetnie spędziłem wieczór.
Zadzwonię do ciebie.
Kiedy zadzwonisz?
Jutro.
Może latem
wybierzemy się na piknik?
Myślisz, że nie wiem,
do czego to zmierza?
Facet mówi, że zadzwoni,
a kobieta czeka pełna nadziei.
Siedzi przykuta do telefonu,
a facet myśli, że może zadzwoni.
Jutro, w poniedziałek, to bez znaczenia.
Dam ci podpowiedź.
– To ma wielkie znacznie.
– Zadzwonię jutro.
Spierdalaj.
O Jezu, kolejny.
– O kurwa. To Roberts.
– I Falls.
Jak mogłam być
taka głupia?
Wyślij do jej mieszkania
silny oddział.
Odbierz, Falls.
Już jedziemy.
Jestem głupia.
Co jest, kurwa?!
Nie…
Podano jej środek uspokajający.
Trochę pośpi.
– Przyjrzała się napastnikowi?
– Wysoki i biały, nic więcej.
– Wysoki i biały.
– Więc to nie czarna sierota.
To Barry Weiss.
Wiem to.
– Lepiej nie bierz jej alkoholu.
– Nie zauważy.
– Polać ci?
– No.
– Nic jej nie jest?
– A kim ty jesteś?
Detektyw Craig Stokes.
Podobno ktoś został zabity.
To nie Falls.
Zaatakował ją zabójca glin.
Jakiś dzieciak się wtrącił.
Skończył ze skręconym karkiem.
– Byłeś dziś z Falls?
– Na drinku. Odwiozłem ją do domu.
Raczej pod dom.
Nie mogłeś jej odprowadzić do drzwi?
Co za dżentelmen.
Zabierzesz mnie do Bayswater?
– Trochę zabulisz, kolego.
– Czy ja wyglądam na takiego,
który myśli, że Bayswater
jest tuż za rogiem?
Zatrzymaj się tutaj, kolego.
Tutaj. Dean Court.
Zatrzymaj resztę.
/Tysiąc funtów.
/I czas na drugie pytanie.
/Kod pocztowy dla Blair Castle.
/Ciekawe, ilu z was
/kiedykolwiek tam było.
– Nie żyje?
– Kto? Mały skinhead?
Znaleźliśmy go martwego.
O co chodziło między wami?
Czemu ryzykował dla ciebie życiem?
Znałam go, odkąd skończył 12 lat.
Mieszkał koło mnie.
Po odwyku
zadawałam się tylko z nim.
Parzył mi herbatę.
Chyba myślałam…
że mogę mu pomóc.
O Boże.
Prysnął jak nic.
Znalazłeś cokolwiek?
Nic karalnego.
Kiedyś był całkiem ładny.
Zaniedbał się.
– Pokażmy go w mediach.
– Twoja decyzja.
Wypłoszy to skurwiela.
/Policja upubliczniła zdjęcie osoby,
/którą chce przesłuchać w sprawie Blitza.
Znam go!
Miałem go na taryfie.
Jebany psychol.
– Dawnośmy się nie widzieli.
– Jak tam w nowej pracy?
– Jenkins, to detektyw Brant.
– Czołem.
– Gdzie nasz chłopiec?
– Pokój nr 7.
Kurwa!
Ucieka.
Ruszajmy.
/Biegnie wzdłuż
/Great Western Road.
Jedź przez Harrow Road.
Dorwiemy go przy przejściu.
/Ucieka na zachód
/przez Westway.
/Zmierza w stronę Paddington.
/Wbiegł na zajezdnię kolejową
/na północ od Paddington.
/Brant nadal go ściga.
/Wszyscy do zajezdni
/na północ od Paddington.
Nie pozwólcie,
żeby Brant wkroczył.
Uspokój się, Brant.
Mamy go.
Spierdalać!
Kurwa mać!
Zabrać stąd gnoja!
A ty się uspokój.
– Kurwa!
– Szybciej!
Mamy go, rozumiesz?
Mamy go.
/Policja ujęła Barry’ego Weissa,
/głównego podejrzanego
/o zabójstwo trzech policjantów
/pod pseudonimem Blitz.
/Po dramatycznym pościgu
/ujęto go w zajezdni Paddington.
/Policja odmawia
/dalszych komentarzy…
Sprzedajemy sobie płytki?
Nagramy to,
dobrze, Barry?
Chcę prawnika i kanapkę.
Oraz możliwości zaktualizowania
statusu na Facebooku.
Macie 48 godzin.
Po tym czasie musicie oskarżyć
albo uwolnić mojego klienta.
Chciałby też inną kanapkę.
Według niego chleb jest czerstwy.
Jest wariatem, ale nie głupcem.
Zacierał po sobie ślady.
Pożar w mieszkaniu Roberta
zniszczył wszystkie dowody.
Powiązania z Peacock Gym
również są wątłe.
– Co jeszcze?
– Przyznał, że to jego jaguar.
Stał na parkingu
od co najmniej pół roku.
Każdy mógł się do niego włamać.
Brak monitoringu.
Spiknąłem się z tym od psów,
który widział pierwsze zabójstwo.
Teraz nie może
go zidentyfikować.
Za bardzo się boi.
Tak samo barman z Wellesley.
– Nie znaleźliście nic w hotelu?
– Nie.
– Co na to laboratorium?
– Rozebrali cały pokój. Bez powodzenia.
Z takimi poszlakami wyjdzie jutro,
śmiejąc nam się w gęby.
– Potrzebujemy czegoś konkretnego.
– To lepiej się pośpieszmy.
Inaczej zabójca
nam stąd spierdoli.
Póki co grozi mu
najwyżej pouczenie.
Wszystko w porządku, skarbie?
Wiem, nie było mnie, ale wróciłam.
Wpadniesz na imprezę?
Jak za dawnych czasów.
Zajmiesz się mną?
Cudownie.
– Co to?
– Poitin. Irlandzki bimber.
– To chyba nielegalne?
– Mam kurewską nadzieję, że tak.
Chlejesz tę truciznę
i dziwisz się omdleniom.
Piję ją,
bo inaczej mdleję.
– Sláinte.
– Zdrówko.
Powiedzmy, że nie mamy dowodów
i Barry Weiss opuści ciupę.
– Do czego zmierzasz?
– Mówiłeś mi o tym pedofilu.
Nie mogłeś capnąć go zgodnie z prawem,
więc dorwałeś go po godzinach.
Myślałem,
że wtedy spałeś.
Nie brnę dalej w ten temat.
Nie podoba mi się, dokąd to zmierza.
To były dla ciebie
absorbujące dni, Barry.
Przejechałeś się radiowozem.
Twoja morda trafiła do prasy.
Szczyt kariery.
Gdybyś był bystry, Barry,
a wiem, że nie jesteś…
to przyznałbyś się
do wszystkiego.
Uprzedzam, że tu będziesz
bardziej bezpieczny niż na wolności.
Gliniarze, którzy zginęli,
byli twoimi przyjaciółmi?
Wiem, o co ci chodzi, Barry.
/Co oni ci zrobili?
/Wiedziałeś.
/Jak zareagowałeś?
Pierdol się, psie.
/Był to dla nich
/opór przy aresztowaniu.
/Dla mnie zwykła głupota.
/Wiem, jaki wstyd odczuwałeś.
Od tamtego czasu
nie przestawałeś o tym myśleć.
/Powinieneś był odpuścić.
Ja tam o tym nie pamiętałem,
dopóki cię znowu nie zobaczyłem.
Nigdy nad tym
nie rozmyślałem.
To było tak nieistotne,
że zupełnie wyleciało mi z głowy.
Na pewno się z tego śmiałem,
kiedy puszczałem to na posterunku.
Wszyscy się śmialiśmy.
To było dla zabawy.
Dla ciebie sierżant Brant.
Rzecz w tym, Barry,
że jesteś niczym.
Nikogo nie obchodzisz.
Wszyscy mają
na ciebie wyjebane.
I jeszcze jedno.
Ty jako Blitz.
Co to ma, kurwa, być?
Nie chcę cię wystraszyć,
ale kroi się niezły rozpierdol.
– Zamieniam się w słuch.
– Gliniarz ojebał dilera.
– Co?
– Chyba chcą wkręcić się w rynek.
A to poważny zabijaka.
Ojeb go, a zniszczy się.
Nawet jeśli jesteś babką.
Zaraz.
Policjantka okrada dilerów?
I to czarna.
– Nazywa się jakoś?
– Ano. Idiotka.
Brant, tu Stokes.
Potrzebuję twojej pomocy.
Chyba jest w środku.
– Niszczycie imprezę.
– Niszczymy imprezę? Ty jebany…
Podobam ci się?
Bo jeśli tak…
Co za gnój.
Jeśli mnie lubisz,
zrób dla mnie imprezę.
Co robisz?!
Nigdzie nie idę!
Cofnij się!
Zabijesz mnie!
Chce mnie zabić!
Zabije mnie…
– Co to za piguły?
– Na uspokojenie, pomogą ci.
– Prysznic już pomógł.
– Po prostu je weź, Falls.
Jestem wrakiem, prawda?
Kiedy pracowałam pod przykrywką,
byłam gliną udającym ćpunkę.
Ale tak naprawdę jestem ćpunką,
która udaje, że jest gliną.
Wywinie się, prawda?
Co z nas za policjanci, Brant,
skoro nie możemy chronić kolegów?
Co z nas za policjanci?
– Dużo tam prasy?
– Obawiam się, żę tak.
Zgromadził się duży tłum, ale możemy
skorzystać z innego wyjścia.
Za chuja!
Mam nadzieję,
że nic nie zginęło.
Rozmyślasz nad czymś, Barry?
Cóż, chyba się jeszcze zobaczymy.
Nie mogę się doczekać.
Bez obaw, będziemy
śledzić go całą dobę.
Trzymaj go
z dala od kłopotów.
Jesteśmy na miejscu.
Wchodzi do mieszkania.
– Brant nadal tu jest?
– Nie, wyszedł.
Dziś jest pogrzeb Roberta.
Będzie tam każdy z Southeast.
Poza tobą.
W towarzystwie Chrystusa,
który umarł i zmartwychwstał,
niechaj radość z Twego Królestwa,
zmywającego nasze żale,
zjednoczy nas
jak jedną rodzinę,
abyśmy na wieki wieków
mogli Cię wychwalać.
Amen.
Wieczny odpoczynek
racz mu dać, Panie,
a światłość wiekuista
niechaj mu świeci.
Ojcze miłosierny, w Twoje ręce
powierzamy naszego brata i nadzieję,
że wszyscy, którzy umarli z Chrystusem,
pewnego dnia żyć będą u Jego boku.
W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen.
Nasz ukochany Brucie Robertsie,
oddajemy twe ciało ziemi.
Matko Ziemi
i Ojcze Gleby.
Oddajemy wam ciało naszego
ukochanego Bruce’a Robertsa.
Jego oczy już nigdy
na nas nie spoczną.
Powróci on do ziemi.
Nigdy nie ucałujemy już jego ust.
Powrócą one do ziemi.
Jego doczesne życie przepadło.
Jego dusza przekroczyła Bramę,
pozostawiając doczesną formę ziemi.
/- Jak sytuacja?
/- Cały dzień nie ruszał się z domu.
Kurwa.
Brant!
Odwróć się, skurwielu!
Chcę spojrzeć ci w twarz,
zanim rozpieprzę ci łeb!
Myślisz, że mnie wyrolowałeś?
Tylko udawałem, że nic nie wiem.
Co tam, Barry?
I co teraz zrobisz?
Wezwiesz gliny?
Ty głupi,
pierdolony psie.
Zaczekaj, aż gazety
o tym usłyszą.
Pozwę cię.
I ciebie też.
Was wszystkich,
pierdolone cipy.
Zarobię jebane miliony.
Wy jebane…
Wy zjeby.
Nie możecie mnie zabić.
Jestem Blitz.
Mówisz o tym zabójcy gliniarzy?
Nie możesz nim być, Barry.
Okazałeś się niewinny.
Wiemy tylko, że zabijał
ludzi w mundurach.
Takich, jaki masz na sobie.
I używał broni.
Takiej jak ta.
Zajebiście,
że nie palnął mi w łeb.
Coś mi mówi, że będzie z tego
niewyjaśniona sprawa.
– Nie wolno tu palić.
– Bo co mi zrobisz?
Zastrzelisz mnie?
/Właśnie wychodzę, będę o siódmej.

This entry was posted in Movie and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.