50/50 2011 Polish

Posted by on August 10, 2012

movie image

Download subtitles of 50/50 2011 Polish

50/50 -- A comedic account of a 27-year-old guy's cancer diagnosis, and his subsequent struggle to beat the disease. 50/50 -- A comedic account of a 27-year-old guy's cancer diagnosis, and his subsequent struggle to beat the disease. 50/50 -- CineMagia.ro - Trailer (Flash) (Romanian subtitles) 50/50 -- AZMovies.net - Trailer (Flash) 50/50 -- kino-zeit.de - Trailer (Flash) 50/50 -- MoviesTrailer.org - Trailer (Flash)

 

Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Zostaniesz dziś na noc?
Nie wiem.
Chcę iść do kilku galerii.
Denerwuję się moją wystawą.
Mam jeszcze dwa obrazy
do skończenia.
Wszystko, co maluję,
stanowi pochodną tego, co…
– Gdzie moje rzeczy?
– W twojej szufladzie.
Mam szufladę?
Pomyślałem, że włożę
tam twoje rzeczy.
I tak była nieużywana.
Było tam parę drobiazgów,
przełożyłem je gdzie indziej.
Tak jest lepiej.
Kochanie!
Zaczynamy małą stabilizację.
Powodzenia z obrazami.
Mam dużo pasty w buzi.
Miłego dnia.
Wybacz spóźnienie.
Co to za zapach?
Marynowałeś się w dżemie?
– Pachniesz owocowo.
– Pożyczyłem szampon od Rachel.
Wspaniale.
Jakbyś przeruchał
redakcję “Lekcji stylu”.
– Jedziemy wreszcie?
– Boisz się spóźnić?
– Wyszedłem dwie minuty po czasie.
– Aż dwie minuty?
Tak, wiem.
Skoro tak cię pili,
naucz się jeździć.
– Taka moja rada.
– Zasłużyłem na to.
Wiesz, co cię dobije?
Jak zajedziemy na kawę.
– Na miejscu też jest kawa.
– Ale nie cappuccino.
Naprawdę…
– Nadal łupie w krzyżu?
– Idę z tym dziś do lekarza.
Niedobrze.
Bzykałeś w dziwnej pozycji?
Jasne, cóżby innego?
Też czasem zaszaleję.
Przez jakiś czas
robiłem to na żabę.
Coś mi jebnęło w plecach.
Nie spytam nawet,
jak to wyglądało.
Jak na pieska,
tylko ustawiasz się wyżej.
Ja i Rachel prawie wcale…
Ostatnio trzy tygodnie temu.
Nie moczyłeś
od trzech tygodni?
Najpierw miała grzybicę,
a potem okres.
Co tam grzybica!
Można dymać z grzybicą.
– Nie, to bolesne.
– Serio?
– Ona tak twierdzi.
– Zalewa.
Nie, słyszałem o tym.
Obrabia ci chociaż pałę?
Robi loda?
Nie przepada za tym.
No co ty?!
A kto lubi mieć fiuta w ustach?
Dlatego mówią na to “blow-job”,
to jej obowiązek.
Nie dramatyzuję, po prostu…
Masz przewalone.
Siedzi ci na głowie.
Sprzątasz po niej bordello.
Starasz się.
Mogłaby ci chociaż possać.
Chodząc z lachonem,
człowiek idzie na wiele ustępstw.
Dlatego, jak pamiętasz,
w liceum
– nie chodziłem z żadną laseczką.
– To był powód?
Nie jesteśmy już w liceum.
Mój związek z Rachel
nie opiera się tylko na seksie.
A na czym?
Na wzajemnej trosce, rozmowach…
Nie byłoby miło, gdybyście na dokładkę
mogli się grzmocić?
Owszem, ale w życiu nie ma lekko.
Pospiesz się.
ROZGŁOŚNIA RADIOWA SEATTLE
Muszę zawiązać but.
Dzień dobry, Jenny.
Jak leci…?
Wiem, mamy być cicho.
To obrzydliwe.
Nie rób tak.
– Hej! Kyle, Adam…
– Hej!
Przepraszamy za spóźnienie.
No proszę, spóźniliście się.
Nie róbcie tego.
Co do audycji o wulkanie,
idzie dość dobrze,
mam materiał i wywiady.
Problem tylko z narracją.
Lektor stale chrząkał.
I nie robił przerw.
Gdyby były przerwy,
dałoby się zmontować…
Ekstra!
To ja…
Jakby mu nie zależało.
Nie, po prostu musimy
nadawać o czymś codziennie.
Bez sensu miesiącami
dłubać nad czymś,
czego ludzie słuchają dwie sekundy,
stojąc na światłach.
Lubię mieć schludnie.
No to powodzenia.
Jesteś w Walii?
Jak się mówi,
Walijczyk czy Waleń?
Nigdy nie wiem, które jest które.
Jasne, muzyka świata.
Słyszysz mnie?
Masz dziwny głos.
Brzmisz jak robot.
Ja dla ciebie też?
– Też dziwnie słyszysz?
– Możesz być ciszej?
Brzmisz jak robot.
Jeszcze raz. Niesamowite.
No wiem!
“Muzyka świata” też.
“Tak, wiem”.
“Co to takiego muzyka świata?”.
“Ale z ciebie pastuch”.
“Jestem królem świata”.
“Ciągnij mi druta”.
“Mój kumpel, Adam,
nie zaliczył loda od pół roku”.
Pacjent skarży się
na ból kręgosłupa i poty.
Morfologia i mocz w normie.
Rezonans wykazał obecność
schwannomy osłonek nerwów obwodowych
w okolicy mięśnia lędźwiowego,
z towarzyszącym
zespołem uciskowym nerwów
oraz erozją kości.
Guz rozciąga się
między kręgami L2 a L5.
Pacjent zostanie
skierowany na biopsję…
– Tak, jakieś pytanie?
– Przepraszam, nie do końca rozumiem.
Coś mi dolega?
Tak, niech pan spojrzy
na wynik rezonansu.
Widzi pan to coś
wzdłuż pańskiego kręgosłupa?
To schwannoma osłonek
nerwów obwodowych.
Przepraszam.
– Nie wiem, co to…
– Nowotwór złośliwy.
Nowotwór?
– U mnie?
– Tak.
To nie ma sensu.
Nie palę, nie piję,
segreguję odpady.
Pański przypadek jest
fascynujący, ponieważ…
ten rak jest wynikiem
niezwykle rzadkiej mutacji genów
w chromosomie 17…
Zważywszy na umiejscowienie
i rozmiar pańskiego guza,
najwłaściwiej będzie
spróbować go zmniejszyć,
nim dojdzie do operacji.
Chemioterapia często negatywnie
wpływa na płodność…
Ale nic mi nie będzie?
Jeśli potrzebuje pan
z kimś porozmawiać,
szpital dysponuje doskonałą
poradnią psychoterapeutyczną.
Znają się na tym
i będą w stanie panu pomóc.
Jak już mówiłem, powinien pan…
/Neurofibrosarcoma Schwannoma,
/nowotwór złośliwy
/Leczenie: chemioterapia,
/radioterapia, chirurgiczne…
/Odsetek przeżywalności: 50%
/Po przerzutach: poniżej 10%
Och, Adamie…
Nie chcę cię tym obarczać.
Nie jesteśmy małżeństwem ani nic.
Jeśli chcesz zwinąć żagle,
to powinnaś.
Nie żebym tego chciał.
Mam nadzieję, że nie odejdziesz.
Nie opuszczę cię, Adamie.
Możesz na mnie liczyć.
Dobrze?
Dziękuję.
Wszystko będzie dobrze.
Będzie dobrze.
Prawda?
– Zaraz zwymiotuję.
– Nie rób tego.
– Zemdliło mnie.
– Nie rzygaj.
Otwórz oczy.
Popatrz na mnie.
Jaki rak?
Jak się nazywa?
– Jakiś rzadki rodzaj.
– Jak się nazywa?
Schwannoma…
Wyleciało mi z głowy.
– Schwannoma?
– Schwannoma…
– Co to znaczy?
– Nowotwór.
Masz tego zdjęcie?
Skąd miałbym zdjęcie?
Teraz wszyscy…
robią zdjęcia wszystkiemu.
To niczego nie przypomina,
zwykły guz.
Nie jest fotogeniczny.
Będziesz żył?
Jakie masz rokowania?
Nie wiem, czytałem
w internecie, że 50/50.
Dobra nasza.
Lepiej, niż myślałem.
Nic ci nie będzie.
Ludzie na okrągło dostają raka.
Wszyscy znani go pokonują.
Skubany Lance Armstrong
stale go dostaje.
I popyla dalej.
Gościu z “Dextera”… fika.
Patrick Swayze też.
– Patrick Swayze?
– A do tego jest wiekowy.
Stary, on nie żyje.
Powaga?
No to kiszka.
Nie wiedziałem.
Nie myśl o nim. Nie martw się,
spójrz na to z dobrej strony.
Jakiej dobrej?
Nic ci nie będzie.
Co mówili twoi starzy?
Spanikowali?
Matka pewnie tak.
Nie będę jej mówił.
Jak to nie?
Zniesie to lepiej niż inni.
Twój tata ma Alzheimera.
Jest zaprawiona w bojach.
– Musisz jej powiedzieć.
– Dobra, powiem.
Będzie w porzo.
50%? W kasynie
byś wymiatał z taką szansą.
– Dzięki.
– Dobra, do roboty.
– Nie chcesz kawy?
– Już oprzytomniałem.
Cześć, mamo.
Cześć, tato.
– Mów mi Richard.
– Adam.
To Adam, twój syn, pamiętasz?
Adam.
Co to za nowiny?
Rachel jest w ciąży?
Nie, mamo, zaraz powiem.
Dobra. Wiem, że się zabezpieczacie.
Musisz coś z tym zrobić.
Zgłoś właścicielowi,
farba się łuszczy.
Daj mi jego numer,
sama zadzwonię.
Tego nie było.
Rachel namalowała.
Nosi tytuł “Ucisk”.
– “Wyzwolenie”.
– A tak, “Wyzwolenie”.
“Ucisk” wisi w toalecie.
– Ładny.
– Dziękuję.
Weź tabletki.
No więc…?
Co to za okazja?
Chcę wam coś powiedzieć,
ale obiecajcie,
że przyjmiecie to na spokojnie.
– Nie przesadzaj.
– Mamo, po prostu obiecaj.
Dobra, obiecuję.
Nie rób ze mnie wariatki.
Oglądałaś “Czułe słówka”?
Jezu, powiedz normalnie.
Mam raka.
– Jak to raka?
– Mam raka.
Co więcej mam powiedzieć?
Kiedy to się stało?
Parę dni temu.
Parę?
Mówisz mi dopiero po paru dniach?
Przepraszam.
Masz rację…
Skarbie…
– Wprowadzam się.
– Nie.
– Jestem twoją matką.
– Dokładnie, dlatego.
I tak masz wiele na głowie.
Kto cię będzie woził po lekarzach?
Nie masz prawa jazdy.
Kto się będzie tobą opiekował?
Ja się nim zajmę.
Mamo!
– Co robisz?
– Zaparzę ci zielonej herbaty.
Wróć do stołu.
W telewizji śniadaniowej mówili,
że zmniejsza zapadalność na raka o 15%.
Ale ja już mam raka.
Możesz…?
Usiądźmy.
Ja do dr McKay.
Proszę!
– Dzień dobry.
– Pan do kogo?
Mam wizytę u dr McKay.
Przepraszam.
Niech pan wejdzie.
Mów mi Katherine.
– Pani jest dr McKay?
– Zgadza się.
Siadaj, proszę.
Wybacz ten chlew.
Ty jesteś Adam!
Nie powinnaś mieć swetra
w kolorach ziemi i 65 lat?
– Ktoś mnie tak opisał?
– Nie.
Nie, tylko… przepraszam,
ile ty masz lat?
– 24.
– 24!
Jesteś jak Doogie Howser?
– Kto?
– Doogie Howser.
Nastoletni lekarz.
– Pracuje u nas?
– Nie, chciałem powiedzieć,
że wyglądasz młodo
jak na doktora.
Ściśle rzecz biorąc,
dopiero robię doktorat.
To szpital akademicki.
Ach tak.
Miałaś wielu pacjentów?
– Jeśli o to chodzi…
– Jestem twoim pierwszym?
Nie. Wcale.
– Drugim?
– Nie.
Trzecim?
No dobra, trzecim.
Co słychać u dwóch pierwszych?
– Nie mogę o tym rozmawiać.
– No tak.
Więc jesteś na praktykach?
To część mojej pracy badawczej.
– Opisujesz to wszystko?
– Bez obaw, nie wymienię cię z nazwiska.
W porządku.
A więc… Dr Ross…
zapoznał mnie z twoją historią.
Na pewno jest ci bardzo trudno.
Z tym wszystkim.
– Jak się czujesz?
– Dobrze.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio
byłem tak spokojny.
To częste u pacjentów z twoim schorzeniem.
Organizm nastawia się na walkę,
więc przeżywasz wstrząs.
Czuję się dobrze.
To poczucie spokoju…
Powiedziałbyś, że to odrętwienie?
Powiedziałbym, że czuję się dobrze.
– Niektórzy pacjenci czują…
– Jest świetnie.
To wspaniale.
– Naprawdę wspaniale.
– Dzięki.
Jeśli nie masz nic przeciwko,
to może…
zaczniemy dziś od prostych
ćwiczeń relaksacyjnych.
Jestem zrelaksowany.
Nie wątpię.
Ale… może zrobisz to dla mnie?
Zechcesz się położyć?
Tutaj?
Zamknij oczy.
Serio?
Jeśli mam ci pomóc,
musisz mi zaufać.
Zamknąłem.
/Nie podglądaj.
Otwórz.
Niespodzianka!
Wabi się Szkieletor.
Emerytowany chart wyścigowy.
Kupiłaś mi starego psa?
Nie jest taki stary.
Jest emerytem.
Posiadanie psa pomaga w terapii.
Ma atest medyczny?
W porządku, zapomnij.
Oddam go do schroniska.
I co z nim będzie?
Wsadzą go z powrotem do ciasnej
klatki z 10 innymi psami,
które będą go maltretowały,
póki nie zostanie uśpiony.
Dobra, niech zostanie.
Naprawdę?
Dobrze ci zrobi.
Wpadłem na pomysł tej imprezy,
żeby uczcić jego życie.
On wyzdrowieje, prawda?
Mam nadzieję.
Ale póki co, wolę o tym nie myśleć.
Dzisiejszy wieczór nie jest po to,
by mierzyć jego szanse,
tylko uhonorować Adama,
jakiego znamy i kochamy.
Zacząłeś już chemię?
Co to za rak?
Wiesz, jak najlepiej to pokonasz?
Mój wujek miał to samo.
Gdy ja płaczę,
pragnę ludzkiego dotyku.
Będzie mi cię brakowało.
Mnie ciebie też.
– Hej, Phil…?
– Co, przyjacielu?
Wiedz, że i tak dokończę
materiał o wulkanie Moha Moha.
Nie ma presji czasowej.
Marzę, by go wysłuchać.
Dzięki.
Chciałem ci powiedzieć,
że byłaś wspaniała
przez ostatnie tygodnie.
Zrobiłaś mi śniadanie
i przywiozłaś tu.
– To naprawdę miłe.
– Dzięki.
To ja ci dziękuję.
Adamie!
Idziesz?
Mogłabym… zaczekać tutaj?
To potrwa cztery godziny.
Tak, wiem.
Przesiedzisz tu 4 godziny?
Kochanie, nie chcę…
mieszać tamtego świata
z tym.
To kwestia przepływu energii.
Dobra. Spoko.
Powodzenia!
Adam Lerner?
Tędy, kochanieńki.
CYTARABINA
Makaronika?
Dzięki, nie trzeba.
Jest w nich zioło.
Ja… Dzięki, ale…
Nie używam.
Daj spokój, młody,
nie żałuj sobie.
No dobra.
Dzięki.
Ile masz lat?
Ale bryndza! Najlepsze
lata szlag trafił.
Nie słuchaj go.
Właśnie że posłuchaj.
Rak to dziadostwo.
Najpierw wypadają ci włosy,
potem jaja się kurczą,
a jakby tego było za mało,
kutas staje się źródłem
ciągłych frustracji.
Czułem się lekko przestraszony
całym tym rakiem,
ale dodaliście mi otuchy.
Dzięki.
Alan Lombardo,
trzecie stadium chłoniaka.
Miło cię poznać.
Mitch Farnett,
rak prostaty z przerzutami.
Adam Lerner,
schwannoma neurofibrosarcoma.
A cóż to za franca?
Ciężka sprawa.
Im więcej sylab,
tym gorsza gadzina.
– Dobre to.
– Żona piekła.
Jak są mocne?
Mocarne.
/Rodziny wspólnie
/stawiają czoła chorobie!
Adam, dobrze się czujesz?
Jak się czujesz
po pierwszej chemii?
Muszę przyznać, że niezbyt.
Łeb mnie nasuwa.
Z tego co wiem, bywa ciężko.
Ale to minie.
Ważne, byś pamiętał,
że efekty uboczne to normalna rzecz.
Świetnie, nie chcę
czuć się wyjątkowy.
– Wyczuwam złość, to dobrze.
– Nie złoszczę się.
Czemu dobrze?
Bo dajesz upust emocjom.
Dotknęła cię poważna choroba.
– Możesz czuć się wzburzony.
– Próbujesz mnie rozdrażnić?
Nic podobnego.
Chcę, byś miał świadomość
swoich uczuć.
– Jeśli jesteś zły…
– Nie jestem!
Czemu…?
Poróbmy tę relaksację, okej?
Możemy?
Puść to plimkanie.
Udam się do szczęśliwej krainy
i ogrzeję w cieple promieni.
Rozumiem.
Przepraszam.
Zachowałem się jak palant.
Nie musiałem tego mówić.
Nie musisz się o mnie troszczyć.
Ja troszczę się o ciebie.
Masz rację.
Słuchaj…
jest kilka książek, które pomagają.
Nie musisz czytać od deski do deski.
Zajrzyj do nich po prostu.
Będziesz mnie tak stale klepała?
Chcę sprawić, byś się odprężył.
To mnie nie odpręża.
Jakby mnie szturchała
wydra morska.
Dotyk redukuje stres.
To podstawa praktyki szpitalnej…
w sytuacjach napięcia u pacjentów.
To nie pomaga.
Wydra morska?
Tak lepiej?
Robi się niezręcznie.
W porządku, nie lubisz.
Nie rób tego, to błąd.
– Będziesz dziwnie wyglądał.
– Jak to?
– Jak cudak.
– Co ty gadasz?
Może masz tam znamię
a la Gorbaczow, jakby ptak nasrał.
Popierałeś mnie.
Przedtem tak.
Gdy przyszło co do czego,
boję się, że będziesz
wyglądał jak lider R.E.M.
– Raz kozie śmierć.
– Nie przyłożę do tego ręki.
– Obiecałeś.
– Potem będzie na mnie
za każdym razem,
gdy spojrzysz w lustro na łysą glacę.
Zaraz…
Do czego używasz tej maszynki?
Do ciała.
Kiedy ją czyściłeś?
Teraz.
Już czyściutka.
O w dupę jeża!
Facet!
Jasny pieron!
Zostaw resztę na później.
– Chcesz spróbować?
– Mogę?
Już nie chcę.
Masz tu klingoński dzyndzel.
Możesz być Worfem ze “Star Treka”.
– Jest git.
– Nierówno.
Normalnie.
To się nie trzyma.
Dobrze jest, nie?
Nie, dziwacznie.
– Głupio zrobiliśmy.
– Duży błąd.
Było iść do fryzjera.
Świetny pomysł.
Zapłacić za to komuś.
Użyłem twojej golarki do jąder,
zamiast iść do fryzjera.
Nigdy ich nie myję.
I nie do jąder, tylko do odbytu.
– Żartuję.
– Nie żartujesz. – Nie.
Czemu nigdy nie poznaliśmy Rachel?
Właśnie, co z nią?
Nie przepada za szpitalem.
Nikt nie przepada.
Nie po to się tu chodzi.
Nie rozumiecie.
Nie chce mieszać negatywnej
energii z pozytywną.
Chodzi o aurę.
Chodzi o sranie w banię.
Możecie ją poznać,
przyjedzie po mnie.
Jeśli chcecie.
Na pewno chętnie was pozna.
To świetna dziewczyna.
Polubicie ją.
Cześć, to znowu ja.
Jesteś w pobliżu?
Na razie.
Podwieźć cię?
Zaraz przyjedzie.
Coś ją zatrzymało.
Lepiej idźcie.
Może następnym razem?
Jasne.
Na razie.
Adam! Wiem, przepraszam.
Nie gniewaj się.
Dzwonię od kilku godzin.
Bateria mi padła.
Nie musisz tego robić.
Naprawdę mi przykro,
dałam ciała.
Nie trzymam cię na siłę.
Staram się jak mogę.
Możemy już jechać?
“Nieuleczalny optymizm”.
“Casper Schliegel,
intuicyjny uzdrowiciel
i mistyczny psychiatra”.
“Mistyczny”?
Co za czort?
Frodo teraz jest psychiatrą?
Na co ci to?
Terapeutka mi kazała.
To kupuję.
– Chodźmy na Ostatki.
– Mam dziewczynę, nigdzie nie idę.
Jasne, zapomniałem.
Po co się szlajać, skoro w domu
nikt ci nie robi dobrze.
Wiesz co?
Skoro nie chcesz,
to ja skorzystam.
Cześć, Claire.
Mam na imię Kyle.
Pomożesz mi namierzyć te pozycje?
Mają być dla ciebie?
Wybacz, to nie moja sprawa.
Nie, na szczęście.
Dla mojego kumpla,
tego tam, w czapeczce.
To mój serdeczny przyjaciel.
Zachorował.
Okropność.
Ma raka kręgosłupa.
Tak, to potworne.
Staram się o tym nie myśleć.
Wyciągam go do księgarni,
na spacery, do baru.
Żeby trochę się rozerwał,
póki ma czas.
Miło z twojej strony.
Tak, więc są tu?
Tędy.
– Proszę.
– Dzięki.
Widzimy się wieczorem.
Miło było cię poznać, Claire.
Dziękuję, Claire.
– Cześć, mamo.
/- Jezu, co tak długo?
/- Dobrze się czujesz?
– W porządku, tylko…
– nie słyszałem telefonu.
/- Potrzebujesz coś? Jadę na zakupy.
/Przyjadę i coś ci ugotuję.
/- Makaron z serem.
– Jadłem to, gdy miałem 10 lat.
Niedługo przyjdzie Rachel.
Niczego nie potrzebuję.
– Nie martw się.
/- Skoro tak mówisz.
/- Kocham cię.
– Ja ciebie też.
Ten jest odjechany.
– Coś podobnego!
– To dzieło znajomego.
Nie gadaj!
Ma prawdziwy talent.
Ten jest jeszcze lepszy.
Zachwycający!
Koło, a w nim kreska.
Ta kreska robi ogromną różnicę.
O kurka, są takie dwa!
Kurdebalans!
Co sądzisz o tym?
To… jest genialne.
Strasznie mnie kręci.
Zajebioza!
Piękn…
O rany, mogłem przewidzieć,
że tu będzie.
W końcu to galeria.
Kto taki?
Pamiętasz mojego kumpla z rakiem?
To jego dziewczyna.
Nie wygląda na czyjąś dziewczynę.
Co, do chuja pana?!
Pizda ma przejebane.
Dasz wiarę?
Boże!
Zwykle się tak nie wyrażam.
Cześć.
Wybacz.
Nie chciałam cię obudzić.
Chodź tu.
Padam z nóg,
chodźmy już spać.
– Hej!
– Boże!
Niespodzianka!
To tylko Kyle.
Jak leci?
– Która godzina?
– Przeszkodziłem?
Mieliśmy się już kłaść.
Przepraszam, byłem w okolicy,
na randce.
Z panienką z księgarni.
Randka się nie udała.
Niestety.
Z powodu braku chemii.
Oraz potoku wulgaryzmów
z moich ust.
Jednakowoż, podczas
rzeczonej randki,
widziałem Rachel.
I chciałbym przedstawić
ten oto
dowód rzeczowy…
na kurewstwo.
Widzisz to?!
Rachel i zawszony
sobowtór Jezusa, psia jego mać.
Całują się!
Uwieczniłem to.
Nakryłem cię.
Nienawidzę cię od miesięcy,
a teraz mam dowód,
że jesteś podła.
Ja pitolę!
Powinniście o tym pomówić.
Zdradzasz mnie?
– Tak.
– Naprawdę?
Adam…
nie masz pojęcia, jak mi ciężko.
Nie wiem, jak to robić.
Żyję w okropnym stresie,
a ty tak strasznie chorujesz…
To Kyle wykorzystuje twój stan,
by podrywać laski.
Sam mówiłeś.
Więc czemu ja
jestem ta zła?
Bo dajesz na boku,
gdy on ma raka, krowo.
Mieliśmy problemy
na długo nim zachorowałeś.
Potem nie wiedziałam, co robić.
No… to…
Czemu tu jesteś
i sypiasz co noc w moim łóżku?
Nie chciałam cię opuszczać.
Chodźmy do łóżka.
Porozmawiamy o tym jutro.
Nie wytrzymam dłużej
tego pieprzenia.
Musisz stąd wyjść.
Pogięło cię?
Ocipiałaś?
Nie ciągnij tej żenady,
po prostu wyjdź.
Pogadamy jutro.
Nie pogadacie.
Po kiego grzyba?
Zależy mi na tobie.
To ohydne.
Jesteś godna pożałowania.
Możesz się zamknąć?
Kyle nie ma na względzie twojego dobra.
Od dawna to podejrzewałam.
Nie ja się gziłem
z niedomytym hipisem.
Nie ja lizałem migdały
brudasowi.
Jesteś wstrętna.
Zerwanie z nią to najlepsze,
co mogłeś zrobić.
Zasługujesz na kogoś lepszego.
Gdybym ja był twoją dziewczyną,
brałbym ci do buzi
co pół godziny,
piekłbym dla ciebie ciasteczka…
– Jakie ciasteczka?
– Jakie byś chciał.
– Cynamonowe pierniczki?
– Na bank.
– Zaraz puszczę pawia.
– Naprawdę?
Nie, dla żartu.
Jaka fajna psina!
Cześć, jak się wabi?
Szkieletor.
To jest Marlo.
– Mieszkacie tu?
– Tak, polizał mu jaja.
– Ekstra.
– Wspaniale.
Musimy iść, on marznie,
gdy się nie rusza.
Przepraszam, miło było cię poznać.
Nawzajem.
– Mógłbyś ją wyobracać.
– Co ty chrzanisz?
– Ja chrzanię?
– Żadna mnie nie zechce.
Wyglądam jak Voldemort.
Nieprawda.
Trzeba było się umówić
na spacer z psami,
opowiedzieć o raku i wymłócić.
Poleciałaby na mnie,
bo mam raka?
Powtarzam ci to cały czas.
Jesteś teraz wolny.
Pomóż mi pomóc tobie… zaruchać.
– Polecą na to?
– Jak w dym.
No dobra.
Widzę tu sporo sikorek.
Jest szansa wygłaskać szympansa.
Tamta!
Ruszaj do boju.
Musisz tylko zagaić.
Co słychać?
Wiesz, co bym zrobił?
Prędzej wspomniał o raku.
Prędzej?
Nie powiedziała nawet “cześć”.
– To twój wab.
– Mam z tym wypalić na dzień dobry?
To cię wyróżnia.
Budzisz współczucie.
Po prostu spróbuj.
– Świetna piosenka.
– Tak.
Mam raka.
Myliłem się.
Wyszło słabo.
Nie brzmi to dobrze.
Cześć, jak leci?
To mój kumpel.
Pójdę po niego.
Poznałem dwie fajne dziewczyny.
– Są miłe?
– Przemilusie.
– Będą ze mną gadać?
– Zdejmij czapkę.
– Czym się zajmujecie?
– Zaprojektowałam stronę Swiffera.
Powaga?
Podnieciłem się,
uwielbiam ich produkty.
Używam ich do wszystkiego,
odkurzania, szorowania…
Niedawno dostałem psa,
gubi sierść.
Ale wystarczy przetrzeć
jednorazową ściereczką.
– To fajnie, jak się wabi?
– Szkieletor.
Gorąco tu.
Jesteś… łysy.
To tylko rak.
– Co proszę?
– Rak.
Nie jest zaraźliwy.
O rany.
Jaki rodzaj?
Rak kręgosłupa.
Nie wiedziałam nawet, że to możliwe.
Jak się tego dorobiłeś?
Zły materac.
To żart.
Potrafi się z tego śmiać.
Jest naprawdę niesamowity.
Mogę dotknąć?
Nie obrazisz się?
Dotykaj śmiało co chcesz.
Masz miłą w dotyku głowę.
Pogłaszczmy go wszyscy.
Odrosną mu.
– Nic ci nie jest?
– Muszę się położyć.
Nie możesz, musimy być
zwarci i gotowi.
Będzie seks,
takie było założenie.
Nie odrzucaj tego.
Nie zniwecz mi planów.
Możesz mi podać przybliżony czas,
kiedy będzie seks?
Za 95 minut.
Nie wytrzymam tyle.
Też bym chciał szybciej,
ale z nimi – 96 minut.
– Jak tam?
– Mamy parówki.
Co racja…
Chcecie iść do klubu?
Znam tam didżeja.
Super.
Ja się pożegnam.
Wybaczcie, jestem zmęczony.
Chemioterapia mnie wycieńcza.
Ale w domu mam dobrą
marihuanę medyczną,
gdybyście chciałby przyjść.
Brzmi świetnie.
Doskonały pomysł.
– Gitara.
– Idziemy.
Weźmy taksówkę.
Tam jest postój.
Wypas, stary.
Jestem pod wrażeniem.
– Sprawiam ci ból?
– Nie.
Na pewno?
Nie wyglądasz na szczęśliwego.
W porządku, faktycznie boli.
Przepraszam.
Moje plecy… możesz zejść?
Jasne.
– Możesz?
– Przepraszam.
Ciekawe, ile forsy poszło
na same karabiny.
Na aktorów im już nie starczyło,
za to mają milion pukawek.
– Możemy obejrzeć coś innego?
– Nie, chcę zobaczyć, jak się skończy.
Adam?
Cześć.
Co robisz?
Wracam z chemii.
Czekam na autobus.
Jadę do domu.
Mogę cię podwieźć.
Przyzwyczaiłem się do autobusu.
Nie pozwolę ci czekać na autobus.
Mieszkam dość daleko.
Nie przyjmuję odmowy.
Wybacz bałagan.
Nie jestem dobra w sprzątaniu.
Daj znać. Jakby coś, to stanę.
Gdyby chemia…
Gdyby cię mdliło.
Dobra, dzięki.
Nie masz auta?
Nie mam nawet prawka.
Czemu?
Jazda to niebezpieczna rzecz,
piąta najczęstsza przyczyna zgonów.
Czyli kilka oczek
niżej niż rak.
Ale jednak…
autobus?
– Autobus po chemii?
– Zazwyczaj woziła mnie Rachel,
ale zerwaliśmy.
Zdradziła mnie tak jakby.
– Chcesz o tym porozmawiać?
– Nie za bardzo.
Darujmy sobie terapię w samochodzie.
Podwozisz mnie po znajomości i tyle.
Jeśli chcesz, to pogadajmy
o śmieciach na podłodze.
Nie wiem dlaczego.
Mogłabyś chociaż mieć worek na nie.
Zdradziła cię dziewczyna.
Nie musimy o tym rozmawiać.
Też się z kimś
niedawno rozstałam.
– Kiepskie uczucie.
– Współczuję.
Jest dobrze, bo…
Zasadniczo nie powinniśmy
o tym rozmawiać.
Czemu?
Nie powinnam opowiadać
o sprawach osobistych.
To zagraża relacji z pacjentem,
gdy ten zna moje problemy.
Codziennie wchodzę
na jego profil na Facebooku,
żeby sprawdzić, czy kogoś ma.
To żałosne.
Powinnam ugryźć się w język.
Posłuchajmy radia.
– Zatrzymaj się.
– Źle się czujesz?
Stań tu.
Muszę…
Nie mogę na to patrzeć.
Poważnie?
Adam!
Tego nie… To moja kolacja,
w brązowym pudełku.
– Któro?
– To.
– Będziesz to jadła?
– Jest świeże. Nie osądzaj mnie.
Co ja widzę!
Możesz otworzyć?
– Dzięki.
– Nie ma za co.
Dzięki za wysprzątanie auta.
Do zobaczenia.
Poradzisz sobie sam?
W zupełności.
Adam!
Słuchaj…
Chcę ci dać mój prywatny numer.
Gdybyś czegoś potrzebował,
to masz.
Dzięki, laska dała mi
swój numer.
Żartowałem.
W porządku.
– Nie wiem, czemu to powiedziałem.
– To byłoby niestosowne.
– Jasne, wiem.
– To mechanizm obronny, w porządku.
Dałam ci numer
na wszelki wypadek.
Gdybyś potrzebował rozmowy.
– Dobranoc.
– Dziękuję.
/Żarłacz biały,
/największy drapieżca w oceanie.
Myślałem, że pustynie to kicha,
ale ocean to dopiero ostra jazda.
– Ja lubię drzewa.
– Drzewa są porąbane.
Jezusie!
Dobrze się czujesz?
Podnieś ręce do góry.
– Nie będziesz się krztusił.
– Obejdzie się.
Pomogłoby ci.
Przyszłam po swoje rzeczy.
Zaraz…
zejdę ci z oczu.
Włożyłem je do kartonu.
Przed drzwiami.
Minęłaś je po drodze.
W takim razie nic tu po mnie.
Palicie trawę?
Lekarską.
Dostałeś receptę
na marihuanę lekarską?
Nie, ja mam receptę.
Adam za bardzo się peniał.
Co tobie dolega?
Kurza ślepota.
Moje czopki i pręciki są upośledzone.
A zioło na to pomaga.
Zdjąłeś mój obraz?
Nie pasował do nowego telewizora.
Możemy porozmawiać w cztery oczy?
Dobra.
Jak się czujesz?
Ekstra.
Chciałam ci powiedzieć,
że jest mi bardzo przykro.
Mnie też jest przykro.
Wiem, że nie było ci łatwo.
Wybacz, że nie przyszedłem
na twoją wystawę.
To dlatego, że strasznie
cię nienawidzę.
Dobrze, że nie przyszedłeś.
To była porażka.
Nikt nie kupił żadnego obrazu.
To dziwne. Są takie dobre.
– Naprawdę?
– Tak. Są świetnie.
Przykro mi.
Następnym razem będzie lepiej.
Nie chcę się rozstawać.
Mogę się postarać.
Możemy zacząć od nowa.
Będę lepsza.
Musisz iść.
Naprawdę musisz iść.
Chcę zostać z tobą.
Mówię poważnie.
Won z mojej werandy.
To ten karton.
– Jeszcze obraz.
– Namalowałam go dla ciebie.
– Teraz wygląda lepiej.
– Niczego sobie.
Można by go powiesić.
Pamiętacie czasy sprzed telewizji, nie?
Chętnie posłuchałbym o radiu.
Kiedyś to było coś.
Wiecie, że pracujemy w rozgłośni?
Podobno dawniej ludzie siadali
i słuchali radia, skupiali się na tym.
Z głośnikiem przy uchu.
– Czego słuchaliście?
– “O sierotce Annie”…
Na co patrzyliście,
słuchając tego? Na nic?
Te słuchowiska były wciągające.
– Co dokładnie robicie?
– Audycję na temat wulkanu.
Ja robię audycje,
których ludzie faktycznie słuchają.
Głównie kulinarne.
“Najlepszy hamburger w Seattle”.
Nie posłuchałbyś?
W przeciwieństwie
do pogadanki o wulkanie.
Wiesz, co bym wtedy zrobił?
Włączył telewizor.
Dokładnie.
To nie to samo.
Pewnie, że nie to samo.
Masz dźwięk i obraz.
Co powiecie na przecier z marychy?
– Dzięki.
– Proszę.
Smakuje jak sok z kosiarki.
Na zdrowie.
Kochanie, to Adam.
Nareszcie mogę panią poznać.
Cześć.
To mój kolega, Kyle.
Smakuje?
Niedobre.
Jestem zaskoczona.
Z opowiadań Mitcha
wnioskowałam,
że jesteś o wiele starszy.
Ma 85 lat,
ale dobrze się trzyma.
Muszę iść.
Zostań.
– Nie widziałem cię cały wieczór.
Wszystko dobrze? – Tak.
To dobrze.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
Mamo, muszę kończyć,
mam wizytę.
Tak, już stoję w gabinecie.
Rozłączam się.
/Wypróbowałeś przepisy,
/które wysłałam?
Nie wiem, co zrobię
na kolację.
Coś wymyślę.
/- Kocham cię.
– Ja ciebie też.
– Przepraszam.
– Nie przejmuj się.
Ja również mam rodziców.
Też przyprawiają cię
o ból głowy?
Chętnie porozmawiałabym
o moich z terapeutą.
Naprawdę?
Możemy odegrać dialog.
Będę twoją mamą.
Boże, nie!
To chore.
Czemu?
Nie, to znaczy…
Moja mama…
jest stuknięta.
Stale się zamartwia.
Mnie to wkurza.
Gruba przesada.
To nie pomaga.
Nie jestem w stanie z nią rozmawiać.
Nie oddzwaniam do niej nawet.
Tak to jest.
Więc ma męża, który nie może
z nią rozmawiać,
i syna, który nie chce?
Na to wychodzi.
Wychodzi na to,
że jesteś dupkiem.
To fachowy termin?
Posłuchaj…
Nie zmienisz swoich rodziców.
Możesz natomiast zmienić…
to, jak postępujesz.
Nie powinnaś przypadkiem
bym sam na to wpadł,
zamiast walić prawdę między oczy?
Posprzątałeś mi w samochodzie,
To nadal krępuje.
Mój błąd.
– Było okej.
– Nieprawda.
– Nie ma się co zmuszać.
– Spróbuj jeszcze raz.
Byłem za daleko.
– Przysiądę się bliżej.
– Wyjdzie naturalnie.
No i gra.
Gotowe.
A gdzie Mitch?
Zmarł zeszłej nocy.
Dopiero co u niego byliśmy.
Co się stało?
Co za różnica?
Serce nie wytrzymało.
/Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
/przez wzgląd na swoje imię.
/Chociażbym chodził ciemną doliną,
/zła się nie ulęknę,
/bo Ty jesteś ze mną.
/Twój kij i laska mnie pocieszają.
/Narodzie, mam twoje wyniki badań.
/Dobra nowina!
/Oszukaliście śmierć.
/Wbrew wszelkim oczekiwaniom,
/wulkan Moha Moha na wyspie Samahi
/wybuchł dziś rano, wyrzucając
/chmurę popiołu na wysokość 6 km.
/Wstępne doniesienia
/mówiły o słabnącej aktywności.
/Teraz jednak wiadomo,
/że przybrała ona na sile.
Uświadomiłem sobie,
że prawdopodobnie umrę.
Coś się stało?
Wystarczy spojrzeć.
Patrzę rano w lustro
i wydaje mi się to oczywiste.
Mitch umarł.
Alan pewnie też wykorkuje.
Ja tak samo.
Nie wiesz tego.
Wiele z tych uczuć to następstwo leczenia.
Wiem, ale…
Słuchaj…
dzięki, ale nie musisz mnie pocieszać.
Pogodziłem się z tym.
Umrę i tyle.
Ty także.
Mam nadzieję, że dużo później ode mnie.
Ale tak po prostu jest.
To i tak nic nie znaczy.
Adam, w tej chwili przechodzisz
fazę alienacji.
Czujesz się bezradny,
ale musisz wiedzieć,
że te odczucia są zupełnie normalne.
Sorry, ale…
muszę to powiedzieć,
gadasz bzdury.
Wszyscy o tym trąbią.
“Będzie lepiej, nie załamuj się,
będzie dobrze…”
Ale nie jest.
Czemu się boją powiedzieć wprost?
“Umierasz, chłopie”.
Gorzej jest,
gdy nikt po prostu…
tego nie powie.
Próbuję ci pomóc.
Po co?
Za 30 lat na jakimś bankiecie
pochwalisz się swoim trzecim pacjentem
i tym, jak normalnie się czuł
tuż przed śmiercią?
Przepraszam, jeśli mówię
nie to, co trzeba.
Naprawdę się staram.
To na nic.
Nie wiem, po co tu przyłażę.
/Mówi Kyle, nie ma mnie.
/Zostaw wiadomość.
Cześć, chciałem zapytać,
czy zawieziesz mnie jutro do lekarza.
Jutro jest ważny dzień.
/Boże, co się stało?
Cześć, mamo.
Pan doktor zaraz przyjdzie.
Trzymacie się?
Zimno tu, może pani
przykręcić klimatyzację?
Niestety temperaturę reguluje
termostat centralny.
Mój syn ma raka.
Nic nie poradzę.
Nie trzeba,
nic mi nie będzie.
Mogę przynieść koc.
– Naprawdę nie trzeba.
– Poproszę koc.
Nie trzeba.
W razie czego,
proszę dać mi znać.
Nie lubię jej.
Jesteś ciepły.
Nic mi nie jest.
– Co?
– Nic.
No co?
Ukończył koledż stanowy.
Jesteś niemożliwa.
Martwię się, że nie masz
najlepszej możliwej opieki.
Przestań.
Nie jestem nim, sam sobie poradzę.
Przykro mi, że nie dajesz sobie pomóc.
Pomogłaś mi przywożąc mnie tu.
Co u ciebie?
Co u mnie?
Jak się czujesz?
Poważnie?
Co u ciebie słychać?
Najlepszym wydarzeniem tygodnia
są spotkania grupy wsparcia.
Jesteś w grupie wsparcia?
Dla rodziców osób chorych na raka.
Nie wiedziałem.
Niby skąd?
Nigdy nie dzwonisz.
Masz rację.
Przepraszam.
Nie musisz przepraszać.
Przepraszam,
że musieli państwo czekać.
Przejdę do rzeczy.
Nowotwór nie reaguje
na chemioterapię.
Jak widać, nadal rośnie
wzdłuż nerwów.
Musimy go usunąć,
nim dojdzie do przerzutów.
Czyli co?
Musimy operować.
Udało mi się wstawić pana
na czwartek rano do dr Walderson.
To wybitny neurochirurg.
Wyjdzie z tego, prawda?
Z powodu umiejscowienia
i rozmiaru guza,
operacja tego typu niesie
spore ryzyko i zagrożenie życia.
Chirurdzy postarają się
działać bardzo zdecydowanie.
Jeśli jednak nie usuną
nowotworu całkowicie,
to niestety znajdziemy się
w sytuacji patowej.
Nie poruszę tematu,
że jutro masz operację.
Nie będę nawet o tym myślał.
Nie martw się,
że będę o tym gadał.
Pamiętasz, kiedy ostatnio tu byliśmy?
O tak.
Po balu maturalnym.
To wspomnienie jest bardzo odległe.
No, nawet nie pamiętam,
z kim poszedłeś.
– Z Laurą Mattingly.
– A, z nią.
Była do niczego. Już wtedy
nie miałeś szczęścia do kobiet.
Wydawała się słodka.
Żadną miarą.
Była jędzą.
Nigdy nie lubiłeś
moich dziewczyn.
Nieprawda.
No, dobra, prawda.
Ale to dlatego, że zawsze
wybierasz sobie marudne megiery.
Dlaczego?
Zimno tu.
A dopiero północ.
Chodźmy do baru.
Przygruchamy jakieś foczki.
Po co?
No chodź. “Rak to nie wyrok”.
Ja bym się zabawił.
Wiem.
Więc nie odstawaj.
– Chodź.
– Upiłeś się.
Wtedy poskutkowało,
zdejmij czapkę.
– Zostawiasz to tu?
– Bezdomny dżentelmen je uprzątnie.
– Jesteś pijany?
– Odrobinę.
Może ja poprowadzę?
Dałbym ci, ale ty nie umiesz.
Nie masz nawet prawka.
To może być moja ostatnia szansa.
Więc chcesz poprowadzić auto?
To twoje ostatnie życzenie?
Siąść za kółkiem?
Mógłbyś uprawiać seks z dziwką,
skacząc ze spadochronem.
A zamiast tego chcesz zrobić to,
co przeciętny 15-latek?
Dasz mi kluczyki?
Tylko nie szarżuj.
Jedź ostrożnie.
Nie przestawiaj mi fotela.
Jest tak, jak lubię.
Po pierwsze…
Co ty robisz?
W lewo!
To jednokierunkowa.
Kurwa, Jezu!
Jedzie na nas, czołowo!
Facet, co odstawiasz?
Zatrzymaj się.
Odbija ci?
– Zachowujesz się jak kretyn.
– Wysiadaj.
– Wypad z wozu.
– To mój samochód.
Przestań, nawet
nie mogę ci oddać.
Jezus Maria, człowieku!
Cholera!
Nie, nie dzwoń do niej!
Nie po tym, co ci zrobiła.
Ty cioto!
Jesteś samolubnym gnojem.
Bardziej ci zależy
na ruchaniu niż na mnie.
/Halo?
Hej, tu Adam.
Adam?
Jest 24.00.
Co się dzieje?
Chyba mam załamanie nerwowe.
Oraz pewnie pękniętą krtań.
Dobrze, że zadzwoniłeś.
Chcę, żeby to się skończyło.
Mam cholernie dość
tej choroby.
/Jeśli operacja się nie powiedzie,
/to będzie koniec.
A ja nigdy w życiu
nie byłem w Kanadzie.
Nigdy…
nie wyznałem nikomu miłości.
/Brzmi głupio.
Wybacz, że byłem wredny.
/Nie, to ja byłam wredna.
/Nie byłam na ciebie przygotowana.
To trudna praca.
Jeśli nawalę,
mogę zniszczyć komuś życie.
Oboje jesteśmy początkujący.
/Tak.
/Co robiłaś, zanim zadzwoniłem?
Siedziałaś na Fejsie?
Śledzenie byłego chłopaka
to nie jedyna rozrywka, jaką mam.
Szkoda, że nie jesteś
moją dziewczyną.
Dziewczyny potrafią być fajne.
/Po prostu źle trafiałeś.
Ty pewnie byłabyś fajna.
Otwórz!
Zamarznę tu.
/Muszę kończyć.
– Jasne.
/- Dzięki.
Za wszystko.
Dobranoc.
/Razem pokonamy raka
Chodź, piesku!
Gotów?
Wszystko będzie dobrze.
/- Adam!
– Jest twoja mama.
Ekstra.
Zaparkuję i zaraz przyjdę.
Zobaczymy się, zanim cię zabiorą?
– Zależy. Jak nie przed, to…
– Po.
Dobra.
Dobra, do zobaczenia.
Dzięki.
Dzień dobry.
Jestem dr Walderson.
Przeprowadzę pańską operację.
– Jak się pan czuje?
– Świetnie.
Będzie pan pod doskonałą opieką.
Proszę spróbować się odprężyć.
Do zobaczenia.
– Co to?
– Standardowe dokumenty.
Zgoda na zabieg
i ewentualne pobranie organów.
– Mam nową marynarkę. – Tak?
– Z Brooks Brothers.
Jedwabne kieszenie, dotknij.
– Miłe?
– Tak.
Wiem, że trudno ci wszystko ogarnąć,
ale wiedz, że cię kocham.
Bardzo.
Dobrze.
Witaj, Adamie. Jestem dr Lee.
Założę ci znieczulenie.
Proszę się rozluźnić.
Podam środek znieczulający do kroplówki.
Działanie poczujesz za kilka chwil.
Już pan to robi?
Zapraszam państwa do poczekalni.
Na jak długo to starczy?
Zależy od osoby.
Skąd wiadomo, że starczy…
Że nie obudzę się w trakcie operacji?
Albo czy się
w ogóle obudzę?
Mamo!
Kochanie,
wszystko będzie dobrze.
Przykro mi,
musimy go zawieźć na blok.
Może pan chwilę zaczekać?
Przepraszam.
Minęło 5 godzin.
Coś jest nie tak,
powinni już coś powiedzieć.
Niech się pani nie martwi.
Adam z tego wyjdzie.
– Adam Lerner?
– Tak.
Dr Walderson jest jednym
z najlepszych chirurgów w kraju.
Adam jest w dobrych rękach.
Kim pani jest?
Katherine.
– Jestem…
– Psychoterapeutka.
Kyle, przyjaciel Adama.
Cześć.
To jego rodzice.
– Miło mi.
– Opowiadał, że jestem palantem?
Bo nie jestem.
Dusiłam go, bo tak go kocham.
Mówił coś?
Nie mogę…
Nie mogę o tym rozmawiać.
Państwo Lerner!
Jak można było przewidzieć,
przy operacji tego kalibru
nastąpiły nieprzewidziane komplikacje.
Erozja kości była poważniejsza,
niż się spodziewaliśmy.
Musieliśmy usunąć część
kości biodrowej i miednicznej,
większość prawego
mięśnia lędźwiowego
oraz sporą część tkanki
wokół nerwu kulszowego.
Rehabilitacja nie będzie łatwa,
ale wyzdrowieje.
Wyzdrowieje?
Od tego trzeba było zacząć.
– Dobrze.
– Nic mu nie będzie.
Dziękuję, pani doktor.
Cześć!
Mój chłopczyk.
– Cześć, tato.
– Adamie.
– Miło tu, mam dobrą salę.
– Wiem.
Musimy częściej jeździć na wakacje.
Pojedziemy na długie wakacje,
na Hawaje.
Co słychać?
Boję się cię dotykać.
Miło cię widzieć.
Wyglądasz… naprawdę dobrze.
Mam odlot jak kurwa mać.
Nie, nie…
Spoko, stary.
To ty.
To ja.
Jak się czujesz?
Superowo.
Morfina to jest to.
Która godzina?
Ósma.
Pracowałam do późna,
więc postanowiłam zajrzeć.
Pracowałaś?
Masz nowego pacjenta?
Nawet kilku.
To dobrze.
Usmażę ci naleśniki.
To wspaniale.
Będą ci smakowały.
W tej chwili sikam.
Nie będę patrzeć.
Obrzydliwa.
O matko!
Dobra, muszę tylko…
– Staram się z tym oswoić, ale…
– Możesz się pospieszyć?
Twoja mama to robi?
Cały czas.
Jak w “Pile”. Nie mogę.
Umiesz pocieszyć, jak słowo daję.
– Prawdziwy z ciebie przyjaciel.
– No dobra, jak mus, to mus.
Udam, że to nic takiego.
– Będę z ciebie naprawdę dumny.
– Dobra.
Zaczyna się.
O rany! Robię to.
Jestem w tobie.
Chwila! To twój paluch?
– To twój paluch?
– Nie.
– Masz do tego patyczki.
– Wiem.
– To był twój paluch.
– Skądże! A to źle?
Umyłeś ręce?
Cały czas używałem patyczka.
Wygląda jak Kuato
z “Pamięci absolutnej”.
– “Tlen…”
– Przestań!
Pospiesz się, już wpół do.
– Zaklejaj.
– Pan wybaczy.
I chłopak gotowy na randkę.
W porząsiu.
Kto by pomyślał!
Wyglądam do rzeczy.
Przeleciałbym cię.
Dzięki.
A któż to?
Otwórz.
Ładnie wyglądasz.
Dzięki.
Ty też, super ładnie.
Chcesz wejść?
Ładny dom.
No proszę, jak maszerujesz!
Pamiętasz Kyle’a?
Miło cię widzieć.
Dobrze, że masz pizzę.
Nie karmiłem go cały dzień.
Właśnie zmieniłem opatrunek.
Gdyby zaczęło się sączyć,
wszystko masz na wierzchu.
W łazience jest Vicodin.
Wiem, że to popularna używka,
ale on musi brać na ból.
Może oglądać wszystkie kanały?
Zabawne.
Fajna babka.
Robisz doktorat?
O czym?
Jesteś ekstra, ale zrób wypad.
– Fajna jest.
– Wiem.
No więc…
No więc…

Get Adobe Flash player

Comments are closed.